Kilka pierwszych dni następnego tygodnia upłynęły naprawdę spokojnie. Poniedziałek był dla Darcy o wiele mniej stresujący, niż to sobie wyobrażał. Leigh, Clarissa i George przechwycili ją już przed szkołą, ani przez moment nie pozwalając, aby czuła się źle czy niezręcznie. Wykładowcy byli naprawdę różni – jedni sympatyczni, traktujący uczniów jak partnerów do pracy, drudzy spięci i sztywni. Łączyła ich ekscentryczność – tak, jak przystało na nauczycieli w szkole o takim profilu. Zajęcia były na razie dosyć luźne, polegały głównie na omawianiu spraw organizacyjnych, integracji grup i innych bzdurach. Darcy cieszyła się, że ma drugą grupę znajomych – w przeciwnym razie na pewno sfiksowałaby od zbyt dużej ilości oryginałów. Patrząc na to, w jaki sposób niektórzy chodzili ubrani czy uczesani, naprawdę czuła się jak wrzucona z innego świata.
Na szczęście nadszedł jednak zbawienny piątek, co większość powitała z ulgą. Leigh skończyła zajęcia wcześniej, ale obiecała, że jakoś w niedzielę wpadnie na kawę i pomoże Darcy do końca się urządzić. Clarissa żyła w swoim świecie – została na Sali treningowej, aby dopracować jakiś ruch, z którego była niezadowolona. Kilka dni wystarczyło, aby Mayer zaklasyfikowała ją jako bardzo sympatyczną, ale nadmiernie ambitną. Wobec tego, zdana chyba sama na siebie, ubrała beżowy, ciepły płaszcz, a czarny, dziergany szalik udrapowała na ramionach – wiał mocny wiatr, nawet jak na londyńską pogodę. Żałowała, że nie zabrała ze sobą czapki. Obstawiała pięć minut – po tym czasie na pewno będzie wyglądała jak strach na wróble. Albo gorzej.
- Darcy!
Przystanęła na schodach, kuląc ramiona pod wpływem gwałtownych podmuchów. Głos należał do George’a, który niemal w biegu naciągał czapkę na krótkie, blond włosy. Uśmiechnęła się lekko. Jego nie dało się zaszufladkować. Był po prostu bardzo sympatycznym, zdolnym chłopakiem. Oglądało się za nim sporo dziewczyn, czemu nie należało się dziwić. Na szczęście dla Darcy, zupełnie nie gustowała w takim typie urody, dlatego bez przeszkód mogła się z nim zaprzyjaźnić.
Zdecydowanie wystarczały jej inne komplikacje, którymi szczerze nie chciała zawracać sobie głowy. Wystarczyło, że spędziła przynajmniej trzy dni, zastanawiając się, co się dzieje ze Stylesem. Nie widzieli się ani razu od czasu jej pamiętnego wyjścia do klubu, a on nie dawał nawet znaku życia. Nie powinna czuć się rozczarowana, w końcu mogła się spodziewać, że zachowa się w taki sposób, ale i tak… miała wielką ochotę umieścić swoją niewielką pięść na jego gładkim policzku, wyładowując frustrację.
Dobrze, że miała jeszcze taniec. Przynajmniej w ten sposób odreagowywała część stresu. Miała chociaż to.
- Co tam? – zapytała, odgarniając niesforne, targane wiatrem kosmyki, które natrętnie właziły jej do oczu.
Kiedy tylko George się z nią zrównał, skierowali swoje kroki ku wyjsciu. Darcy objęła się ramionami, próbując wygenerować trochę więcej ciepła. Nie mogła się doczekać momentu, w którym wejdzie do ciepłego mieszkania, włączy jakiś film i pogrąży się w lenistwie.
- Jestem ciekawy, jak tam twój pierwszy tydzień w studio – powiedział, uśmiechając się szeroko.
Właśnie w tym momencie, kiedy otwierała usta, aby odpowiedzieć, jej telefon rozbrzmiał krótką melodyjką. Spojrzała na niego przepraszająco i wyciągnęła urządzenie z kieszni. Zielona dioda mrugała złowieszczo, sygnalizując nadejście wiadomości. Niecierpliwym ruchem przesunęła palcem po ekranie.
Liam J :
Czarny bus stoi dokładnie za Twoimi plecami. Przeproś kolegę i chodź tutaj.
Zaniepokoił ją lekko oschły ton sms-a. Nie mogąc się powstrzymać, odwróciła się nieznacznie, aby sprawdzić, czy słowa Payne’a są prawdą, czy może jakimś głupim żartem. Okazało się, że to pierwsze. Czarny, lśniący van faktycznie zaparkował na jednym z miejsc pod szkołą. Nie mogła niczego dojrzeć zza przyciemnionych szyb, ale wiedziała, że każdy moment zwłoki jest bardzo niewskazany.
- Było naprawdę… naprawdę fajnie. Szybko się zaaklimatyzowałam – rzuciła, lekko przytupując. Nie wiedziała, jak rozwiązać tę niezręczną sytuację.
- Ktoś na ciebie czeka? – zapytał George, patrząc na nią uważnie, a drugą dłonią pocierając tył głowy.
Przytaknęła, uśmiechając się przepraszająco. Miała ochotę zabić Liama za to, że napisał jej takiego rozkazującego sms-a. Naprawdę tego nie lubiła. Jej były chłopak, z którym spotykała się jeszcze w Nowym Jorku, miał podobne tendencje. Czuła, że przyjaciel nie zrobił tego umyślnie, ale… to wcale nie sprawiało, że irytacja stała się mniejsza.
- Okej, miałem zaproponować jakąś kawę, ale… innym razem – wzruszył lekko ramionami, po czym pochylił się w stronę Darcy i musnął ustami jej policzek – W takim razie do zobaczenia w poniedziałek, tak?
- Jasne – potwierdziła Mayer – I na pewno nadrobimy, obiecuję.
Skinął głową i odszedł. Darcy przez chwilę patrzyła za jego oddalającą się sylwetką, po czym zacisnęła dłonie w pięści i powoli odwróciła się w stronę busa. Miała nadzieję, że Liam ma dobrą perspektywę na jej zaciśnięte w wąską linijkę usta i lekko przymrużone oczy. Bardzo szybkim krokiem zbliżyła się do samochodu, ale zanim zdążyła złapać za klamkę, ktoś zrobił to za nią.
Nawet się nie spostrzegła, gdy czyjaś silna dłoń chwyciła ją za nadgarstek i wciągnęła do środka, a inna zasunęła szybko drzwi. Niezgrabnie klapnęła na jedno z siedzeń, nieco roztargnionym spojrzeniem usiłując odnaleźć się w sytuacji. Znajdowała się we wnętrzu busa, otoczona dokładnie całym One Direction. Po jej prawej stronie siedział Zayn i to najprawdopodobniej on wciągnął ją do środka. Po lewej – Liam, o bardzo nieokreślonej minie. Naprzeciwko Zayna rozwalił się Niall, jak zwykle coś przeżuwając. Przed sobą Darcy miała Tomlinsona, który nieobecnie skinął jej głową, pogrążony w sms-owaniu.
A przy oknie siedział Harry, z głową opartą o szybę i zielonymi, przenikliwymi oczami wpatrzonymi w Mayer.
Z całej siły starała się zignorować fakt, że jej żołądek nagle skurczył się do bardzo niewielkich rozmiarów, a serce zamarło, gdy przeniosła wzrok z jego twarzy na duże dłonie, złożone na kolanach.
- Mogę wiedzieć – powiedziała cicho do Liama, kiedy tylko chłopcy wrócili do swoich rozmów i innych zajęć. Oprócz Stylesa, oczywiście – co to ma w ogóle znaczyć?
- Nic? – odpowiedział kpiącym pytaniem, lekko się krzywiąc – Zabieramy cię do studia, tak, jak obiecaliśmy.
- Nie mogliście mi powiedzieć o tym wcześniej? – Mayer wyrzuciła ręce w górę, lekko podirytowana – Dlaczego nie pomyślałeś, że mam jakieś plany?
- Z Georgem? – Payne podkreślił wyraźnie imię chłopaka, a Darcy wcale nie czuła się pewniej pod ostrzałem spojrzeń Harry’ego. Liam na szczęście kompletnie nie zwracał na to uwagi.
- Nawet jeśli, to co? – wycedziła Mayer, czując, że zbliża się kłótnia i jest to naprawdę niewłaściwe miejsce – Poza tym, co to za sms? Nie lubię, kiedy ktoś mi rozkazuje, Liam, dobrze o tym wiesz. I jeśli masz się tak zachowywać, stroić fochy nie wiadomo, o co, to może lepiej od razu wysiądę i pójdę do domu.
Zamilkła, oddychając ciężko i wbijając wzrok w jakiś punkt za oknem. Nie zamierzała przepraszać, ponieważ nie czuła się winna. To Liam zachowywał się zupełnie nieracjonalnie, denerwując się tylko o to, że mogła mieć jakiekolwiek inne plany. Bez przesady. Dodatkowo wcale nie pomagał jej fakt, że oczy Harry’ego również wyrażały jakiś dziwny gniew, bardzo… intensywny i klaustrofobiczny. Miała ochotę zamknąć oczy i znaleźć się gdzieś indziej. Po raz pierwszy w towarzystwie chłopców czuła się wyjątkowo niezręcznie.
Po chwili jednak poczuła dłoń Liama, niepewnie przesuwającą się po jej udzie. W końcu dotarła do jej własnej i splotła ich palce razem. Darcy zerknęła na przyjaciela, którego twarz w tym momencie wyrażała czyste zmieszanie i poczucie winy. Wyraz jego czekoladowych oczu, lekko wysunięta dolna warga i uniesione brwi sprawiły, że część gniewu od razu odeszła. Odwzajemniła lekko uścisk, potrząsając w zdziwieniu głową. Jak mógł być jedyną osobą, która tak szybko odganiała od niej negatywne emocje? Nawet wtedy, gdy to on bezpośrednio był ich przyczyną.
- Przepraszam – wymamrotał, przesuwając opuszkami palców po materiale dżinsów Mayer – Nie wiem, co mi odbiło, serio. Naprawdę… naprawdę przepraszam, chcę, żebyś się dzisiaj dobrze bawiła.
- Okej, wybaczam – uśmiechnęła się Darcy, hamując odruch przytulenia się do Liama – Pogadamy o tym później, może.
Po tych słowach nieświadomie przesunęła spojrzeniem, a krew w jej żyłach zamarzła. Oczy Harry’ego ciskały gromy, a jedna dłoń, do tej pory luźno spoczywająca na kolanie, teraz była zwinięta w pięść. Widziała, jak desperacko przygryza wargę i na sam ten gest poczuła znajome, tęskne ciepło w dole brzucha. Palcami drugiej dłoni, niewidocznej dla Stylesa z tej perspektywy, uszczypnęła się mocno w udo, chcąc przywołać dziwne emocje do porządku. To zdecydowanie nie powinno było się stać. Nagle dłoń Liama, spleciona z jej własną, zaczęła ją parzyć pod palącymi, zielonymi tęczówkami młodszego chłopaka.
Fakt, że zbliżają się do studia, zarejestrowała na podstawie donośnych pisków i wrzasków. Rzuciła Liamowi przerażone spojrzenie. Nie chciała zdjęć i spekulacji w gazetach, a najbardziej bała się szumu wokół jej osoby, który na pewno by powstał. Payne na szczęście szybko ją uspokoił, mówiąc, że podjadą pod tylne wejście, gdzie żadna niepożądana osoba nie ma wstępu.
Ochroniarze chłopców przywitali ją oszczędnymi uśmiechami. Znała już wszystkich, ale niewątpliwie najbardziej polubiła Prestona, który wciąż rzucał zaniepokojone spojrzenia w kierunku nachmurzonego Harry’ego. Darcy wręcz przeciwnie – uparcie starała się nie patrzeć w jego stronę, bojąc się własnych reakcji.
Paul również powitał ją serdecznie. Zdążyła go poznać niemalże na samym początku pobytu w Londynie, na jakimś kameralnym spotkaniu dla zespołu i przyjaciół, z okazji zdobycia nagrody za płytę roku. Wiedziała, że nie przeszkadza mu jej obecność i był pewny zachowania stuprocentowej dyskrecji, ale i tak usiadła w kącie, starając się zachowywać jak najciszej. Chłopcy w tym czasie organizowali sobie napoje, rozkładali się w studio i wygłupiali, jak zawsze. Louis złapał gitarę i brzdąkał na niej pojedyncze akordy, fachowo instruowany przez Nialla. Zayn rozgrzewał gardło, robiąc kilka zapierających dech w piersiach wprawek. Liam właśnie podchodził do Darcy, balansując w dłoniach dwoma kubkami parującego napoju. A Harry… wyjątkowo nie sztyletował Mayer wzrokiem, odwrócony do okna i wściekle wystukujący coś na klawiaturze telefonu.
O dziwo, dwie sekundy później jej komórka zawibrowała. Darcy o mało nie rozlała wokół siebie wrzątku, gdy wyplątywała telefon spomiędzy zwojów materiału.
Nieznany numer:
Uważaj, tancerze, zwłaszcza ci z blond włosami, to straszne kutafony. Tak tylko mówię, May.
Uniosła gwałtownie głowę, natrafiając prosto na rozbawione spojrzenie oczywistego nadawcy sms-a. Pamiętał. Jakimś cudem pamiętał to idiotyczne przezwisko, które jej nadał wtedy, wtedy kiedy rzekomo był kompletnie pijany. Miał niczego nie pamiętać. Czuła się oszukana, dlatego ostentacyjnie zablokowała telefon i wrzuciła go do torby. Widząc to, Harry ponownie poczuł nieokreśloną złość, a iskierki humoru w jego oczach zgasły, zastąpione przez pieprzoną frustrację, która chyba już nigdy nie miała go opuścić.
- Dobra, chłopaki – zawołał przez mikrofon jeden z dźwiękowców – Bez gadania, zaczynamy.
Chłopcy natychmiast zajęli swoje miejsca, porzucając wszystkie dotychczasowe zajęcia. Nawet twarz Harry’ego stała się bardziej skupiona, gdy poprawiał położenie mikrofonu. Gdy wszyscy byli już gotowi, usłyszała pierwsze, ciche dźwięki nagranych instrumentów.
Wejściowa partia należała do Harry’ego. Wystarczyło kilka pierwszych taktów, aby ten zachrypnięty, melodyjny głos porwał Darcy w swoje szpony. Przechyliła się bezwiednie, mocno zagryzając wargę. Nie mogła oderwać wzroku od ust Stylesa, poruszających się tak cholernie miękko i pewnie. Miał przymknięte oczy, więc nie mógł jej widzieć, ale czuł to spojrzenie i przez to palce, swobodnie spoczywające gdzieś na boku metalowej powierzchni mikrofonu delikatnie się wokół niego zacisnęły. Śpiewał tę cholerną, durną piosenkę o miłości, którą napisali jego zakochani kumple i po raz pierwszy te słowa jakoś mocniej do niego przemówiły. To nie tak, że się zakochał. Nie. Zdecydowanie nie. Po prostu… chyba w jakiś sposób zaczynał się od niej uzależniać.
Mayer z trudem odwróciła wzrok, gdy jego solo się skończyło, a nadeszła pora na piękny, ciepły głos Liama. Skupiła się na przyjacielu, nie miała jednak podobnych wrażeń, jak poprzednim razem. Jej wzrok uparcie wracał do zielonookiego, siedzącego na wysokim stołku i uparcie wpatrującego się w swoje buty. Kilka loków opadło na czoło chłopaka, a długie rzęsy rzucały długi cień na policzki. Był piękny, boleśnie i nieprzyzwoicie piękny. Nikt nie powinien wyglądać jak anioł, ale on z lekkością łamał tę zasadę.
Nie wiedziała, że w oczach Harry’ego wygląda dokładnie tak samo.
A obydwoje nie zdawali sobie sprawy, że obserwują ich uważnie niebieskie, przenikliwe oczy. Louis widział to wszystko i zastanawiał się, jak źle będzie, jeśli te dwie silne osobowości w końcu zderzą się ze sobą. To było nieuchronne, jak jeden z wielkich żywiołów. Nie mógł tego zatrzymać, mimo wszystkich ostrzeżeń. Fascynacja obojga była chora, ale tak intensywna, że wiedział, iż jego rolą będzie tylko przyglądanie się postępującej katastrofie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz