Był pijany i to bardzo, bardzo mocno. Właściwie nie kontaktował. Wiedziała, że pod zamkniętymi powiekami źrenice są wyraźnie rozszerzone. Mogła to dostrzec już kilka godzin wcześniej, gdy dopadł ją na parkiecie, odstraszając George’a. Spod granatowej beanie wysunęło się kilka brązowych loczków, co w parze z odsuniętym kapturem czyniło go doskonale rozpoznawalnym.
Darcy pochyliła się, chwytając chłopaka za ramię i potrząsając delikatnie. Jego powieki zadrżały i jęknął cicho, ale poza tym nie uzyskała żadnej dodatkowej reakcji.
- Harry – zawołała cicho, przesuwając dłoń na jego policzek i lekko poklepując.
Nic. Poza gardłowym mruknięciem i faktem, że ruszył głową, wtulając się w spód dłoni Darcy, jakby był małym chłopcem. Dokładnie tak wyglądał, mimo że nie dzieliła ich żadna różnica wieku. Szatynka westchnęła ciężko, zdając sobie sprawę, że w najbliższym czasie nie uzyska od niego żadnej odpowiedzi. O adresie, pod którym mieszkał nie wspominając.
Widząc, jak plama światła na ścianie, pochodząca od reflektorów nadjeżdżającej taksówki, powoli się powiększa, oświetlając tym samym niebezpiecznie Harry’ego, instynktownie zasłoniła jego twarz. Szybkimi ruchami dłoni wsunęła wystające loki nastolatka pod czapkę i głębiej nasunęła kaptur kurtki. Westchnęła z ulgą, wiedząc, że zdążyła, gdy cichy pomruk silnika przybrał na sile za jej plecami.
Nie mogła go tutaj zostawić, to pewne. Nie wiedziała, gdzie mieszka, co czyniło tę sytuację znacznie trudniejszą. Co prawda miała numer zarówno do Louisa, jak i Liama, ale… Dzwonienie do nich w środku nocy nie było najlepszym pomysłem. Już sobie wyobrażała ich spojrzenia oraz jeszcze głębszą nienawiść Harry’ego. Wyjście było tylko jedno, niezbyt dla niej komfortowe, ale… Jakąś częścią swojej świadomości wiedziała, że nie wybaczyłaby sobie, gdyby zostawiła go tutaj albo oddała pod opiekę jego najwyraźniej skrajnie nieodpowiedzialnym przyjaciołom. Poza tym, Chryste, nawet nie wiedziała, do kogo miałaby się zwrócić.
- Pomóc pani? – usłyszała niski głos taksówkarza za swoimi plecami i miała ochotę rzucić mu się na szyję za tę domyślność.
Odwróciła się z zakłopotanym uśmiechem, kiwając głową. Wysoki, siwowłosy mężczyzna bez zbędnych pytań wysiadł z samochodu i podszedł do Harry’ego, zakładając sobie jedno ramię chłopaka na barki i dźwigając go w górę. Darcy starała się mu jakkolwiek pomóc, ale było to cholernie trudne – ciało Stylesa poddawało się wszystkiemu bezwładnie. Ważył chyba dwa razy więcej niż w rzeczywistości. Ciągnięty do samochodu, zachichotał cicho, ale była to jedyna reakcja, jaką od niego otrzymali. Darcy czuła nieprzyjemny ucisk w sercu. Bała się. Bała się, że z chłopakiem może być bardzo źle, dużo gorzej, niż wyglądał. Nie wiedziała, co wziął i ile wypił.
Kiedy Harry znalazł się już w ciepłym i względnie bezpiecznym wnętrzu auta, Darcy zajęła miejsce po drugiej stronie. Szybko podała adres taksówkarzowi, starając się uspokoić szaleńcze bicie serca, gdy ruszali. Głowa Harry’ego bezwładnie opadła na pierś, kiwając się lekko przy każdym wyboju. Bała się, że w ogóle nie otworzy dzisiaj oczy i ta perspektywa przerażała najbardziej. Nie mogła nawet stwierdzić, jak jest źle.
W pewnym momencie jednak, zaledwie dwie przecznice od jej mieszkania, głowa Harry’ego uniosła się powoli, a powieki uchyliły. Darcy zacisnęła rozłożoną na fotelu rękę w pięść, uważnie przyglądając się chłopakowi. Zielone oczy Stylesa jak na zwolnionym tempie przesuwały się po wnętrzu samochodu, ostatecznie spoczywając na wystraszonej szatynce po lewej stronie. Widziała jednak, że zupełnie nie kontaktuje. Wymamrotał tylko coś w stylu „Gemma?”, ale zaraz potem potrząsnął głowę, śmiejąc się cicho, bez cienia rozbawienia. Serce Darcy zacisnęło się we współczuciu. Chłopak miał naprawdę ciężkie życie. Trudno było w tym momencie pamiętać o pierwszym spotkaniu, gdzie po prostu się na niej wyżył. Patrzyła, jak Harry dłonią zaciśniętą w pięść pociera oko, jak sześciolatek. Miała ochotę ponownie dotknąć jego twarzy, ale nie wiedziała, czy to dobry pomysł.
- Da sobie pani radę? – zapytał ponownie mężczyzna, patrząc na nią w lusterku wstecznym.
- Myślę, że tak – wymamrotała Darcy, płacąc i wychodząc z samochodu. – Dziękuję.
Obeszła auto i zatrzymała się przed drugimi drzwiami pasażera, pociągając za klamkę i pochylając się delikatnie. Położyła dłoń na ramieniu Harry’ego, a ten spojrzał na nią mętnym wzrokiem.
- Harry – powiedziała powoli i spokojnie, ignorując fakt, że zaciśnięte na materiale jego kurtki palce lekko się trzęsą – Chodź, idziemy do domu. Musisz się położyć.
- Jestem już duży, mamo – wybełkotał z obrażoną miną. Boże, on naprawdę myślał, że rozmawia ze swoją matką… Pod powieki Darcy nie wiadomo, skąd dostało się nieznośne pieczenie, ale szybko zamrugała.
- Wiem, ale… ale jest już późno. Pójdziesz ze mną? – wyszeptała, starając się ukryć drżenie w swoim głosie.
Po minucie zastanowienia Harry powoli pokiwał głową, niezgrabnie gramoląc się z samochodu. Potykał się o własne nogi tak bardzo, że Darcy musiała mocno złapać go za ramię, aby nie upadł. Po raz kolejny zachichotał pod nosem, gwałtownie oplatając ją w talii i wtulając się w bok, jakby naprawdę był małym dzieckiem. Mayer zachwiała się lekko, ale jakimś cudem udało jej się wyciągnąć klucze z torebki i otworzyć drzwi wejściowe.
Wspinaczka po schodach była istną mordęgą. Harry kilka razy o mały włos nie upadł, przez co pociągał za sobą Darcy. Po dotarciu pod drzwi mieszkania dziewczyna była zdyszana i rozczochrana, ale Styles nadal kurczowo się do niej przytulał. Drżącymi dłońmi otworzyła drzwi i z ulgą powitała znajomy zapach i ciepło mieszkania. Nie zdejmując nawet butów czy czegokolwiek, podążyła do salonu, nie mogąc się doczekać, aż posadzi zgrany tyłek chłopaka na kanapie i uwolni się od ciężaru.
Zaraz, czy właśnie pomyślała o pośladkach Stylesa w takiej kategorii? Nieważne. Sama była zmęczona i trochę wstawiona, to przez to, na pewno.
Chłopak bezwładnie opadł na oparcie sofy, zamykając oczy. Darcy wykorzystała ten moment, aby pozbyć się butów i płaszcza, a także przeczesać palcami niesforne włosy. Zanim wróciła do salonu, odetchnęła głęboko kilka razy. Czekała ją ciężka noc, była tego pewna.
Harry nadal siedział na kanapie, kompletnie obojętny na wszystko, co się dzieje. Darcy usiadła obok niego, zastanawiając się, co robić. Kiedy jednak potrząsnęła dłonią chłopaka, natychmiast na nią spojrzał. Działanie narkotyku powoli mijało, bo jego wzrok był bardziej przytomny, na szczęście. Nie zrobił jednak nic, nawet się nie poruszył. Darcy niepewnie podniosła więc ręce i zsunęła mu kaptur z głowy. Powieki chłopaka natychmiast opadły pod wpływem kojącego dotyku delikatnych dłoni szatynki. Darcy nie mogła powstrzymać uśmiechu. Niepewnie wsunęła palce pod czapkę chłopaka, uwalniając burzę splątanych, brązowych loków. Nie mogąc się powstrzymać, przebiegła nimi po tej czuprynie, co spotkało się z cichym, głębokim pomrukiem. Zabrała dłoń, rumieniąc się lekko.
- Możesz… mi… powiedzieć – wydukał, patrząc na nią spod zmrużonych powiek. Jego rzęsy kładły się długim cieniem na policzkach, uwydatniając kości policzkowe. Dawno nie spotkała tak atrakcyjnego chłopaka, musiała to przed sobą przyznać – dlaczego znowu się spotykamy?
- Och, wiesz – Darcy uśmiechnęła się kąśliwie, czując odrobinę złości na tego wysokiego chłopaka, który nie kwapił się nawet, aby zdjąć kurtkę – miałam nadzieję, że uda mi się zaliczyć pijaną gwiazdę światowego formatu. Wcale nie chodziło o to, że siedziałeś pijany pod ścianą. Ale akurat twój stan się nie zmienił, więc… możesz łaskawie zdjąć kurtkę?
- Widzę, że szyko przechodzisz do rzeczy, May – uśmiechnął się pod nosem. Wciąż bełkotał, ale przynajmniej był z nim jakiś kontakt.
- May? – szatynka wyprostowała się, patrząc na niego ze zdumieniem. Zdecydowanie bredził od rzeczy.
- No wiesz – na blade do tej pory policzki chłopaka wypłynął lekki rumieniec – Twojego imienia nie da się raczej zdrobnić. Mayer – May, rozumiesz?
- Boże, jesteś kompletnie pijany – jęknęła Darcy, wbrew sobie uśmiechając się szeroko – I to zdrobnienie jest głupie. I irytujące.
- Właśnie dlatego zostanie. Bo cię irytuje, May.
- Wal się – mruknęła cicho, wyzwalając tymi słowami złośliwy chichot kompletnie pijanego chłopaka.
Powolnymi ruchami palców zaczął rozsuwać suwak, tak jakby nie miał siły na najmniejszą czynność. Widząc, jak niemrawy jest w każdym geście, z głębokim westchnieniem pochyliła się nad nim, pomagając w ściągnięciu okrycia. Czuła jego ciężki, ciepły oddech na swoim policzku i to trochę ją rozpraszało, ale nie chciała dać czegoś po sobie poznać.
- Butów już ci nie zdejmę – mruknęła, kładąc kurtkę na krześle.
Harry posłusznie skopał swoje brązowe botki, zostając w samych skarpetkach. Widziała, że jego powieki coraz bardziej się kleją, ona sama także padała na twarz. Z szafy w przedpokoju wyciągnęła poduszkę i jakąś pościel, mając nadzieję, że Harry szybko zapadnie w sen. Miała już wejść do pokoju, gdy nagle jej uwagę przykuła mrugająca, zielona dioda w jej telefonie. Zdziwiona, podświetliła ekran i zauważyła ikonkę wiadomości. Kto mógł pisać o tej porze?
Liam J :
Właśnie się obudziłem i chciałem tylko zapytać, czy u Ciebie wszystko w porządku. Jeśli Cię obudziłem to przepraszam, a jeśli śpisz to po prostu odpiszesz rano. Boże, pieprzę głupoty. Po prostu daj znać xx.
Uśmiechnęła się pod nosem, odkładając pościel na bok i szybko wystukując odpowiedź. Mogła się tego spodziewać. Jeszcze w 2008 roku, czy nawet wtedy, gdy dzieliły ich tysiące kilometrów, zachowywał się w ten sposób. Gdy tylko wychodziła na jakąś imprezę, zawsze „budził się w środku nocy” i pisał. Najwidoczniej nic się nie zmieniło. Ta myśl dodała jej dziwnej otuchy.
Darcy:
Nie, nie obudziłeś mnie i nie, nie śpię J Właśnie wróciłam do domu i zaraz wskakuję pod prysznic. Idź już spać, a jutro w wolnej chwili wpadnij xx.
Odpowiedź przyszła zaskakująco szybko. Mayer miała ochotę roześmiać się głośno, ale wiedziała, że to spotkałoby się z niepotrzebnymi pytaniami ze strony siedzącego w salonie Stylesa. O ile cokolwiek było w stanie wyrwać go z pijackiego letargu.
Liam J :
Możesz być pewna, że wpadnę. Dobranoc :*
Harry siedział na kanapie z łokciami opartymi o kolana i głową schowaną w dłoniach. Darcy zdusiła kolejne ukłucie litości w sercu i położyła obok niego pościel. Styles powoli podniósł głowę, a wtedy zobaczyła… Zobaczyła, że jego oczy są lekko zaczerwienione. Boże, on najwyraźniej… Minęły dopiero dwa tygodnie… Widziała, jak skutecznie dusi w sobie wszystkie uczucia, kiedyś to wszystko musiało pęknąć.
- Żałuję, że nie jesteś tak pijana, jak ja. Że będziesz to wszystko pamiętać – wymamrotał, kładąc się na poduszce i ukrywając w niej częściowo twarz.
- To nieważne – stwierdziła cicho Darcy, przestępując z nogi na nogę. Sama nie wiedziała, dlaczego właściwie wypowiedziała słowa, które przyszły później. Może spowodowało to współczucie, a może fakt, że Harry leżący teraz na kanapie w ogóle nie przypominał tego zimnego drania z domu Malika. Jutro najprawdopodobniej wszystko wróci do normy, ale teraz… jest teraz, prawda? - Chcesz… Chcesz, żebym przez chwilę z tobą posiedziała?
Ciało Harry’ego przez chwilę wyraźnie się spięło, ale potem powoli pokiwał głową, jakby intensywnie ze sobą walczył. Mayer wobec tego niepewnie przysiadła na skraju sofy. Styles zerknął na nią jednym okiem, jakby sprawdzał jej reakcję. Poczuła, jak odszukuje dłonią jej własne i niepewnie splata ich palce razem. Od tego dotyku przebiegł ją lekki dreszcz, ale w odpowiedzi wyciągnęła wolną rękę i wplotła ją we włosy chłopaka, masując lekko skórę. Pod tym dotykiem powieki Harry’ego zaczęły opadać, a twarz nabrała łagodnego, zrelaksowanego wyrazu. Darcy, wiedziona dziwnym impulsem, wyplątała dłoń spomiędzy brązowych loczków i objęła nią policzek chłopaka. Wiedziała, że przynajmniej w niej ta noc zostawi jakiś ślad. W nim.. najprawdopodobniej nie, ale jakoś nie potrafiła się tym teraz przejmować.
- Darcy – wychrypiał nagle, nie otwierając nawet oczu – Dziękuję.
- Nie ma za co, naprawdę. Nie ma za co – powiedziała cicho, dziękując za fakt, że na nią nie patrzył.
Wolała zostawić łzę, która właśnie spłynęła po jej policzku, tylko dla siebie. Jutro wszystko wróci do normy.
Prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz