sobota, 11 stycznia 2014

6.

Dzisiaj trochę więcej Darcy, poznacie nową bohaterkę. Może nie będzie bardzo ważną postacią, ale pojawi się w kolejnych rozdziałach dość często :) Wybaczcie, że przy końcu tygodnia zalewam Was rozdziałami, ale to jedyny moment, kiedy w ogóle mogę coś dodać, ponieważ praktycznie cały weekend nie ma mnie w domu. 


Ostatnie dwa tygodnie września minęły zaskakująco szybko. Nadal było chłodno, ale od czasu do czasu niebo rozświetlało upragnione słońce, wywołując uśmiechy na twarzach. Mimo to nie dało się funkcjonować bez jesiennego płaszcza i szalika.
Przez te czternaście dni Darcy coraz lepiej poznawała przyjaciół Liama. Wiele wieczorów spędziła w ich towarzystwie, w losowo wybranym mieszkaniu. W każdym oprócz apartamentu Harry’ego. Kiedy spotykali się po zapadnięciu zmroku, jego nigdy nie było. A Louis na każdą wzmiankę o przyjacielu reagował nachmurzonym spojrzeniem. Wszyscy się domyślali, co właściwie robił, ale nikt nie umiał kontrolować poczynań dziewiętnastolatka. Myśli Darcy od czasu do czasu wracały do wysokiego chłopaka o szmaragdowozielonych oczach. Nie zatrzymywały się przy nim jednak na długo – miała wystarczająco dużo własnych spraw na głowie.
Nadszedł pierwszy października, dzień rozpoczęcia roku szkolnego na wszystkich uczelniach. Także w Madame Glastonsky Dance Studio. Darcy stanęła przed bramą szkoły. Budynek utrzymany był w staroświeckim stylu, podobnie jak teren dookoła. Dziedziniec zapełniały grupki zupełnie obcych jej ludzi. Na widok tylu nieznajomych twarzy, które najwyraźniej bardzo dobrze się nawzajem znały, poczuła nieprzyjemny uścisk w żołądku. Nienawidziła być nowa. Kolejny raz musiała zaczynać od zera, z czystym kontem i znowu na własne życzenie. Teraz miała jednak punkt oparcia – Liama i jego znajomych. Dzięki temu nie czuła się w Londynie tak kompletnie samotna.
Westchnęła głęboko, pokrzepiona tą myślą i poprawiła na ramieniu pasek skórzanej, czarnej torby. Będzie dobrze. Musi być, prawda?
Szybkim, zdecydowanym krokiem przeszła przez kwadratowy dziedziniec i wbiegła po schodkach. Niektóre osoby patrzyły na nią z zainteresowaniem, być może rozpoznając. Mogła się tego spodziewać. Tańczyła dla kilku gwiazd w Stanach Zjednoczonych, ludzie z tego samego kręgu pewnie ją kojarzyli. Nie wszyscy, ale jakaś część na pewno.
Jakiś wysoki chłopak pomógł jej z ciężkimi, wysokimi drzwiami. Darcy uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością i wymamrotała krótkie podziękowania. Jej celem był dziekanat. Miała zamiar złożyć podanie o stypendium. Wolała wziąć pod uwagę wszystkie możliwe opcje, na wypadek gdyby ojciec znowu odciął jej fundusze. Kolejka jednak była dosyć długa, wszyscy czekali zapewne na odebranie swoich rozkładów zajęć i innych potrzebnych informacji. Oparła się więc o ścianę, stając za dwiema drobnymi blondynkami. Mogła się założyć, że były baletnicami – wskazywały na to chociażby ciasne koczki, w jakie upięły swoje włosy wysoko na czubku głowy.
Wyciągnęła telefon z kieszeni i dla zabicia czasu wystukała wiadomość do Liama. Wiedziała, że jest dzisiaj w studio, ale liczyła, że w wolnej chwili jej odpisze.
Jestem już na miejscu, strasznie długie kolejki. I sami obcy ludzie, trochę się jednak cykam L
Komórka zawibrowała w jej dłoni już po dwóch minutach, wywołując na twarzy szeroki uśmiech.
Od: Liam
Nie bój się, będzie dobrze! Na pewno kogoś poznasz, idę o zakład, że nawet za chwilę.
Widocznie miał jakiś dar przepowiadania przyszłości, z którego nie zdawała sobie wcześniej sprawy, bo kilka sekund po tym sms-ie ktoś delikatnie klepnął ją w ramię. Odwróciła się, patrząc pytająco na trochę niższą dziewczynę z burzą pięknych, ciemnych loków i łagodnymi, brązowymi oczami.
- Jesteś tutaj nowa, prawda? – zapytała nieznajoma z szerokim uśmiechem.
- Aż tak widać? – odpowiedziała Darcy pytaniem na pytanie, czując, jak ściśnięty w ciężką kulę żołądek odrobinę się rozluźnia.
- No wiesz, stoisz sama i bawisz się komórką, zamiast gadać z ludźmi o wakacjach i tak dalej – dziewczyna zrobiła nieokreślony ruch dłonią, obejmujący połowę hallu – Tak w ogóle to jestem Leigh. A ty to…?
- Darcy – szatynka ujęła wyciągniętą dłoń nowo poznanej studentki, czując nieopisaną ulgę – Który rok?
- Och, pierwszy – Leigh machnęła ręką, przysuwając się bliżej – Ale spędziłam tutaj tak jakby część zeszłego roku. Tak jakby zajęcia przygotowawcze, rozumiesz? Hm… ale ciebie tutaj nie widziałam. – zauważyła, wysuwając w jej stronę wskazujący palec.
Darcy znała tę dziewczynę zaledwie kilka minut, ale czuła, że się polubią. Leigh miała bardzo serdeczny, otwarty sposób bycia. Często nieśmiała Mayer mogła chyba liczyć na to, że studentka weźmie ją pod swoje skrzydła i wdroży w życie szkoły. Przynajmniej taką miała nadzieję.
- Jasne, jasne – uśmiechnęła się w odpowiedzi – Wiesz… Tak naprawdę to niedawno przyjechałam do Londynu. Uczyłam się cztery lata w Nowym Jorku. Szkoła średnia dla początkujących tancerzy, z ogólniakiem i zajęciami artystycznymi.
Leigh wypuściła głośno powietrze z płuc, patrząc na dziewczynę szeroko otwartymi oczami.
- No coś ty! I wróciłaś tutaj? Z Nowego Jorku? – celowo podkreśliła ostatnie słowo, na co Darcy cicho zachichotała.
- Tak. Stęskniłam się trochę za domem, za przyjaciółmi… Poza tym wolę brytyjski akcent, oni mówią tak… perfekcyjnie, jeśli wiesz, co mam na myśli.
- Chyba tak – przytaknęła czarnowłosa – Mamy tutaj kilku Amerykanów, przez jakiś czas w ogóle nie mogliśmy się dogadać… Ale jakoś poszło, jak zwykle.
Rozmawiały jeszcze przez dobry kwadrans, a tymczasem kolejka systematycznie się przesuwała. Miła odmiana po pobycie w Stanach Zjednoczonych, gdzie w biurach i sekretariatach szkolnych zawsze panował kompletny chaos. Wkrótce nadeszła kolej Darcy. Szatynka odwróciła się do Leigh z lekkim uśmiechem, żałując, że musi już wchodzić.Schowała telefon do kieszeni płaszcza i chwyciła za klamkę, kiedy nagle czarnowłosa pisnęła, chwytając ją mocno za ramię.
- Boże, kompletnie zapomniałam ci powiedzieć, ale to przecież takie oczywiste, bo… Och, nieważne, mało czasu – mruknęła, zerkając na kolejkę za nimi – Posłuchaj, dzisiaj o dwudziestej jest impreza powitalna. Kojarzysz klub Gentle Red? Ten dla V.I.P – ów? Weź swoją legitymację studencką i cię wpuszczą, gwarantuję. Generalnie to nie jest impreza zamknięta, ale ostro się nagadaliśmy, żeby nam pozwolono… Przyjdziesz?
Darcy zastanowiła się przez moment. Nie miała na dzisiaj żadnych planów. Liam pracował do późnego popołudnia, a zawsze po takich sesjach był zbyt zmęczony, aby ruszyć tyłek sprzed telewizora. Eleanor z Louisem szli do kina, Perrie na jakiś czas wyjechała do rodziny… A jej zdecydowanie nie chciało się siedzieć w domu i patrzeć w ścianę.
- Jasne – odparła, wywołując na twarzy Leigh szeroki uśmiech – Jakiś specjalny strój, wymagania, cokolwiek?
- Nie, coś ty, ma być ładnie i weź ze sobą mocną głowę, uwierz – dziewczyna uniosła porozumiewawczo brwi, po czym delikatnie pchnęła ją do przodu – A teraz już idź, blokujesz kolejkę!
Wizyta w dziekanacie nie zajęła zbyt wiele czasu. Kobieta siedząca za kontuarem nie była może uosobieniem wylewności, ale wykonywała swoją pracę bardzo skrupulatnie. Udzieliła Darcy wszystkich informacji dotyczących stypendium, wydała jej plan zajęć i indeks. Kiedy świeżo upieczona studentka znalazła się ponownie na korytarzu, Leigh już nie było. Zapewne odstała już swoje przed nią. Podniesiona na duchu serdecznym przyjęciem i perspektywą ciekawie spędzonego wieczoru, wyszła na zewnątrz, gdzie właśnie pojawiło się późnojesienne słońce. Wystawiła twarz w kierunku padających promieni, uśmiechając się lekko.
Jej palce instynktownie zaczęły gmerać w kieszeni, szukając telefonu. Rozejrzała się dookoła, a jej wzrok po dłuższej chwili spoczął na dziwnie znajomej postaci po drugiej stronie ulicy. Zmrużyła oczy, próbując odgonić to dziwaczne uczucie. Nie mogła znać tego chłopaka.
Och… a jednak mogła. Jej palce zamarły na klawiaturze komórki, kiedy „nieznajomy” lekko uniósł kaptur, na mgnienie oka. Również ją zauważył. Znała te rysy twarzy… i loczki wystające spod ciemnozielonej beanie. Przystanęła na chodniku, kilka kroków za bramą szkoły, kiedy spojrzał na nią spod lekko uniesionych ray-banów, a zielone oczy zamigotały w słońcu. Nie uśmiechnął się, nic w tym stylu. Po prostu patrzył, ściskając w jednej dłoni papierowy kubek z kawą. Po chwili jednak potrząsnął głową, nasunął kaptur głębiej i odszedł szybkim krokiem, wkrótce znikając za rogiem ulicy.
Co właściwie robił tutaj Harry Styles, w godzinach szczytu, kiedy zdecydowanie powinien być w studio?

***
Liam zerkał na wyświetlacz swojego telefonu, oczekując na odpowiedź od Darcy. Mieli właśnie przerwę w nagrywaniu. Niall rozmawiał z perkusistą, Joshem, pogryzając coś jak zwykle. Harry gdzieś zniknął, nie racząc nawet nikogo poinformować, dokąd idzie. Louis rozmawiał przez telefon, zapewne dogrywając z Eleanor szczegóły dzisiejszego wieczoru i jednocześnie ciągle niespokojnie zerkając na drzwi. A Zayn… Zayn właśnie gapił się na niego w wyjątkowo debilny sposób.
Westchnął, chowając komórkę do kieszeni.
- No co? Co się tak głupio patrzysz? – burknął, wzbudzając tym szeroki uśmiech na twarzy przyjaciela.
- Obstawiam mnóstwo opcji – zaczął Zayn, nachylając się w jego kierunku z konspiracyjną miną – dlaczego tak maltretujesz telefon. A nie, czekaj – rozejrzał się teatralnie dookoła z uniesionym palcem wskazującym – właściwie to jedną. Darcy.
- O co ci chodzi? – Payne poczuł, jak na jego twarz wypływa rumieniec, którego nienawidził.
- Chodzi mi o to, że nie traktujesz chyba Darcy do końca, jak przyjaciółkę, prawda? – powiedział cicho, Zayn, nie chcąc, aby wszyscy się o tym dowiedzieli. Wiedział, że jego przyjaciel nienawidził wywlekania takich spraw przed większa grupą znajomych.
- Zamknij się – burknął Payne i tak, trzepnąwszy czarnowłosego po głowie – Przesadzasz. Po prostu… czekam na wiadomość i tyle. Pierwszy października, pierwszy dzień w nowym miejscu, te sprawy. Martwię się trochę.
- Jasne – Zayn specjalnie przeciągnął samogłoski, pokazując tym samym, jak bardzo wątpi w jego słowa – Przecież ty się o wszystkich martwisz. Zapomniałem.
Liam przesunął palcami po włosach, mocno je burząc. Poczuł wibracje telefonu w kieszeni i w pierwszym odruchu chciał po niego sięgnąć, ale powstrzymał się, widząc rozbawiony wzrok Zayna.
- Znamy się pięć lat. I jesteśmy bardzo blisko, to fakt – przyznał, czując przyjemne ciepło pojawiające się w sercu. Wbrew sobie podniósł lekko głos, rezygnując z szeptu – Wiem, że możemy wyglądać… trochę dziwnie, ale to tylko przyjaźń, uwierz mi.
Sam bardzo chciał w to wierzyć.
- Dobra, dobra – Zayn uniósł obie dłonie w geście kapitulacji, prostując się – Nie chcesz mówić, nie mów, ale ja i tak wiem swoje. Mieszkamy ze sobą od dwóch lat Liam. Jesteś jak moja żona… O Boże, powinienem się wyprowadzić – jęknął, potrząsając głową i wzbudzając tym śmiech Payne’a.
Odwrócił lekko głowę i jego uśmiech delikatnie zbladł. Kilka kroków dalej o ścianę opierał się Harry, pociągając z papierowego kubka. Liam miał ogromną nadzieję, że to była kawa. I faktycznie, poczuł ulgę, gdy po chwili doszedł do jego nozdrzy znajomy aromat. Styles patrzył na niego nieprzeniknionymi, zielonymi oczami. I był to bardzo dziwny wzrok, którego naprawdę nie lubił doświadczać.
- Wszystko okej? – palnął nieco głupio, ganiąc się w myślach za taki dobór słów. Po prostu chciał w końcu przeczytać tego cholernego sms-a.
Harry jakby się ocknął. Uśmiechnął się nieco obojętnie, odrywając od ściany i przechodząc obok. Odezwał się dopiero, gdy zajął swoje miejsce na wysokim stołku, przed mikrofonem. Miał zamiar powiedzieć coś o niespodziewanym spotkaniem z Darcy przez mgnienie oka, ale ostatecznie zdusił w sobie to pragnienie. Wzruszył ramionami i odparł nieco sarkastycznie, wpędzając tym Liama w jeszcze większe poczucie winy:
- Jak nigdy, stary. – po czym odchylił się lekko, znaczącym gestem dłoni przywołując dźwiękowców – Możemy już zaczynać? Nie chcę spędzić tutaj całego wieczoru.

Wszyscy bez szemrania zabrali się do pracy. Naprawdę woleli nie wchodzić Harry’emu w drogę, nie w chwili obecnej. Co jedynie zirytowało Liama? Że nie miał nawet chwili, aby odpisać coś sensownego Darcy.

2 komentarze:

  1. Coś się kroi :) i jestem bardzo ciekawa co. Styles jak zwykle tajemniczy i wkurzający/seksowny. Jak on tam stał, patrząc na Darcy, to aż ciary miałam.
    Podoba mi się, że ona ciągle o nim nie myśli :)
    Mnie też wnerwia jak nie mogę odpisać na sms-a. Normalnie szlag trafia xD biedny Li! O jak go Zayn przyciskał! Jeszcze się wszystko wyklaruje...
    Zastanawiam się, co jeszcze skomplikujesz c:

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże jak ja cie kocham za tą piosenkę w tle <3 Mój kochany The Script *.* Ta piosenka jest taka piękna i jeszcze niesamowicie wpasowała się w ten rozdział. Czasem źle dobrane utwory psują nastrój opowiadania, ale nie martw się ta piosenka łączy się z tym rozdziałem idealnie <3 Pozwól, że zacytuję bo kocham ten utwór :D
    'Ye hit the drink, you take a toke. Watch the past go up in smoke. Fake a smile, lie and say that, You're better now than ever, and your life's okay. Well it's not. No. You're doing all these things out of desperation,' <3 My love!
    Dobra wracam do rozdziału xD Bardzo fajnie opisałaś pierwszy dzień w szkole Darcy. Czułam się jakbym znów zaczyna swoje liceum. Ten stres Darcy dało się odczuć po dobranych przez ciebie opisach. Cieszę się, że dziewczyna poznała Leigh. Nie wiem czy tak planowałaś, ale jakoś wyobrażam ją sobie jako Leigh-Anne z Little Mix :D Fajnie, że Darcy skorzystała z zaproszenia. Niech pozna trochę ciekawych studentów ^^
    Ciekawi mnie tylko postawa Harrego. To, że wyszedł ze studia bez wiedzy innym mnie akurat nie dziwi, ale fakt, że ukrył przelotne spotkanie z Darcy już taak. Ciekawe co mu się tam w głowie rodzi.
    Liam jest kochany w tym opowiadaniu, ale Zayn rozwalił tutaj wszystkich. Czuje, że jego teksty przejdą do historii. Małżeństwo Ziam <3 Nie no żartuje, ale wyszedł ci naprawdę przyjemny i radosny wątek. Ta opiekuńczość Liama cholernie mi się podoba i cieszę się, że jest tak niezwykłym przyjacielem a Darcy ma w nim oparcie.
    Już nie mogę doczekać się co wydarzy się w tym klubie :))
    Chyba wyszedł mi jakiś krótki ten komentarz, ale nie mogę się skupić bo ciągle nucę The Script :P
    Kocham Cię <3

    OdpowiedzUsuń