Darcy od trzydziestu minut stała przed lustrem, nerwowo przyglądając się efektowi końcowemu. Powierzchnia tafli była wystarczająco duża, aby mogła obserwować kątem oka Liama, nerwowo wystukującego stopą rytm. Co jakiś czas kręcił się na kanapie i dramatycznie wzdychał, spoglądając przy tym ostentacyjnie na zegarek. Naprawdę się denerwowała. Sama dokładnie nie wiedziała, czym – Eleanor, Louisa i resztę znała już od dłuższego czasu i w ich towarzystwie czuła się swobodnie. Teraz jednak… miała wrażenie, że błękitna, koronkowa sukienka, podkręcone na końcach włosy i delikatny makijaż nie wystarczają. Ciągle coś jej w tym wszystkim nie grało.
Może to nie była kwestia wyglądu. Może kłopot tkwił w osobach obecnych na spotkaniu. A konkretnie jednej. I jej zielonych, przenikliwych oczach, które sprawiały wrażenie, jakby potrafiły przenikać przez warstwy ubrań.
- Darcy – odezwał się Liam tak spokojnie, jak tylko potrafił – Wyglądasz naprawdę, naprawdę super. Za pięć minut przyjedzie po nas Zayn. W czym widzisz problem?
Malik godzinę wcześniej podrzucił przyjaciela do mieszkania dziewczyny, inteligentnie przewidując kłopoty, jakie mogą się pojawić. Był w końcu w związku, prawda? Rzucił tylko wyraźnie rozkojarzonemu kumplowi, gdy ten wysiadał z auta, że pojedzie po Perrie i niedługo pojawi się z powrotem. Teraz Payne odrobinę żałował, że tak się wyrwał. Mógł wpaść teraz, wywlec ją z mieszkania bez możliwości protestów i pojechać na to cholerne przyjęcie.
Postarał się jednak zachować cierpliwość. Wstał z kanapy i cicho podszedł do przyjaciółki, obejmując ją w dłońmi w talii. Próbowała strzepnąć jego ręce, bojąc się, że pogniecie sukienkę, którą naprawdę długo wybierała, ale on w odpowiedzi przylgnął torsem do jej pleców i zacieśnił uścisk. Zrezygnowana, opuściła ramiona luźno wzdłuż ciała i westchnęła głęboko.
- Hmmm? – ponaglił ją, lekko trącając nosem jej policzek.
- Po prostu… to takie ważne wydarzenie – wydukała, starając się ukryć swoje prawdziwe motywy, które zapewne rozzłościłyby Liama i zburzyły kruchy pokój, panujący między nimi od sytuacji sprzed kilku dni. – Chciałabym, żeby wszystko było idealnie.
- Jest idealnie – sprostował Liam, odsuwając się lekko i splatając ich palce razem.
W tym momencie jego komórka zawibrowała. Jedno szybkie zerknięcie na wyświetlacz wystarczyło, aby pociągnął Darcy zdecydowanie do drzwi, ignorując jej cichy pisk. Pozwolił tylko, aby naprędce zabrała torebkę i klucze. Nie zamierzał kazać innym na nich czekać, bardzo tego nie lubił.
Darcy przywitała się z Perrie przelotnym pocałunkiem w policzek, kiedy usadawiała się na tylnym siedzeniu w samochodzie Zayna. Jak tylko trzasnęły drzwiczki, Malik ruszył, przelotnie taksując spojrzeniem przyjaciółkę. Zauważyła jego lekko uniesioną brew – musiała chyba zrobić dobre wrażenie. Pokrzepiona, wygodniej rozłożyła się na fotelu i próbowała uspokoić przyspieszony oddech.
- Słuchaj Darcy… - zaczęła nagle Perrie, lekko obracając się bokiem i spoglądając na dziewczynę – Mamy do ciebie… z moimi kumpelami z zespołu małą prośbę.
- Tak? – Mayer uniosła lekko brew, prostując się. Kątem oka zauważyła, że Liam i Zayn wymieniają porozumiewawcze spojrzenia we wstecznym lusterku. Co tu się właściwie działo?
- Widziałyśmy kilka twoich występów ze Stanów i… wiesz, jakoś na wiosnę będziemy miały tam małą trasę koncertową. Nie chciałabyś może wejść do naszego zespołu? – niebieskie oczy Edwards patrzyły na nią niemalże błagalnie – Załatwiłybyśmy to tak, żebyś nie miała żadnych problemów w twojej szkole i tak dalej…
- Powinnaś się zgodzić – dodał Zayn, kiwając potakująco głową – Widziałem te filmiki i jesteś naprawdę, naprawdę dobra.
Darcy zarumieniła się lekko i lekko skrępowana, zaczęła bawić się palcami splecionymi na podołku.
- Obydwoje przesadzacie, dopiero się uczę – stwierdziła, ale kiedy zalał ją potok zniecierpliwionych westchnień, przeczących okrzyków i wywracania oczami, podniosła lekko głos i uniosła ręce do góry w geście kapitulacji – Dobra, już dobra. Pewnie, mogę spróbować. Czemu nie?
Opadła z powrotem na fotel, a jej uszy wypełniały szczęśliwe okrzyki Perrie. Nie sądziła, że tak szybko z powrotem wróci do Stanów. I miała dziwne poczucie ulgi, jakby… uciekała.
Już od progu powitał ich radosny gwar dochodzący praktycznie z każdego kąta mieszkania. Otworzyła im uśmiechnięta Eleanor, wyglądająca dzisiaj jeszcze piękniej, niż zazwyczaj. Miała na sobie szarą, obcisłą sukienkę, uwydatniającą jej idealną figurę. Kręcone włosy po prostu rozpuściła – nie musiała robić nic więcej. Obejmując Darcy w przyjacielskim uścisku, powiedziała:
- Cieszę się, że wpadłaś, kochanie. Widzę, że Liam wziął sobie moją groźbę do serca.
- Nie mogłem sobie odpuścić takiej dobrej imprezki – stwierdził żartobliwie Payne, przyciągając Darcy do swojego boku i muskając ustami czubek jej głowy – Wszyscy już są?
Eleanor, która właśnie prowadziła ich do kuchni, gdzie najprawdopodobniej skupiło się całe imprezowe życie, spojrzała na chłopaka przez ramię i odparła:
- Tak, właściwie tak. Jesteście wy, Niall, Josh z dziewczyną… Ach, no i Harry. Siedzi na balkonie, nie pytajcie, dlaczego.
Darcy starała się opanować mimikę twarzy na sam dźwięk tego imienia. Wbrew sobie, podążyła z grupką przyjaciół do kuchni, gdzie faktycznie panował lekki krok. Louis właśnie robił wszystkim drinki, obficie dodając do każdej szklanki wódki. Niall siedział na szafce obok, machając nogami i co jakiś czas zanurzając dłoń w misce z chipsami. Josh i jego dziewczyna, która przedstawiła się jako Grace, stali przytuleni do siebie i odpowiadali na delikatne zaczepki chłopaków.
Mimo wszelkich prób, jakoś nie potrafiła się wyluzować. Ściskała w dłoni szklankę z alkoholem, co jakiś czas upijając łyk. Wódka powoli krążyła w jej żyłach, dając coraz większe odprężenie, mimo to ciągle miała wrażenie, jakby jakaś siła ciągnęła ją w stronę salonu. Kurczowo zacisnęła palce na kancie szafki, po czym, zdawszy sobie, sprawę, co robi, miała ochotę sama się za to uderzyć.
- Słyszałam – powiedziała nagle Eleanor, zwracając się do Darcy – że zaaklimatyzowałaś się w swoim studio.
- Och… tak, chyba tak – wymamrotała, a kiedy zobaczyła, że wszyscy jej się przyglądają, jakby czekając na więcej informacji, kontynuowała – Zajęcia są w sumie ciekawe, ludzie też… całkiem sympatyczni.
- Ale chyba nie tak fajni jak my, co? – zapytał Niall, uśmiechając się szeroko i trącając ją lekko ramieniem.
W odpowiedzi Darcy roześmiała się i zmierzwiła mu włosy.
- Pewnie, że nie. Jesteście jedyni w swoim rodzaju.
- No to teraz ja się pochwalę – wyskoczyła nagle Perrie, a wszystkie oczy skierowały się na nią. W odpowiedzi wyprostowała się dumnie i objęła Mayer ramieniem – Mam ją w swoim zespole tanecznym, możecie mi zazdrościć – uniosła przy tym brew i złączyła usta w dzióbek, wywołując zbiorowe rozbawienie.
- Darcy, ranisz nas! – zawołał Tomlinson. Popatrzył na nią wzrokiem zbitego psa i dramatycznie przyłożył dłoń do serca – My też chcemy cię mieć w zespole.
- Stary – Zayn wywrócił oczami – zapomniałeś o jednym. My nie mamy żadnego zespołu. My nawet nie umiemy tańczyć, pamiętasz?
- Kto nie umie, ten nie umie – stwierdził Louis, doskakując niespodziewanie do Darcy i chwytając ją w objęcia. Okręcił ją kilka razy dookoła wśród wzrastającego śmiechu – Widzicie? Ja byłbym zajebisty.
- I to rozwiązuje problem braku tancerzy – stwierdziła Perrie, trzymając się za brzuch z rozbawienia.
Wśród ogólnego gwaru i śmiechu, Darcy wysunęła się z kuchni, chcąc napisać sms-a do Leigh odnośnie ich jutrzejszego spotkania. Wciąż uśmiechając się pod nosem, chwyciła torebkę i właśnie wtedy jej wzrok padł na doskonale widoczne z tej odległości drzwi balkonowe.
Harry stał oparty łokciami o solidną barierkę, odwrócony do niej plecami. Jej spojrzenie powoli przesunęło się wzdłuż sylwetki chłopaka – zaczynając od nieujarzmionych, brązowych loków, przez ciemnozielony sweter, wąskie spodnie aż do ulubionych butów. Kierowana instynktem, powoli przeszła przez pusty salon, w końcu kładąc dłoń na klamce. Nie wiedziała, czy dobrze robi. Mówiąc szczerze, miała wręcz odwrotne wrażenie. Czuła jednak, że jeśli nie skonfrontuje się z nim, będzie sfrustrowana, jak do tej pory.
Zauważyła, że ciało Stylesa lekko się spina na dźwięk otwieranych drzwi. Wiedziała, czego się spodziewał – ludzi, którzy będą natrętnie prosić go o dołączenie się do zabawy. Zdawała sobie sprawę, że jest tutaj przez wzgląd na swojego przyjaciela, ale w rzeczywistości nie ma ochoty na takie ckliwe okoliczności. Co innego impreza w klubie – najwyraźniej szukał ucieczki w używkach, a dzisiaj nie mógł sobie na nie pozwolić. Bolało więc z dziesięć razy bardziej.
- Darcy – czy to było tylko złudzenie, czy naprawdę usłyszała w jego głosie ulgę, gdy się odwrócił? – Co ty tutaj robisz?
Jego twarz nie wyrażała absolutnie żadnych emocji. Mayer przez chwilę stała niepewnie przy drzwiach, zastanawiając się nad dobrą wymówką.
- Ja… po prostu wyszłam się przewietrzyć – walnęła w końcu, co spotkało się z lekkim uśmiechem chłopaka – I skąd masz mój numer telefonu?
Harry wzruszył ramionami, robiąc krok w jej stronę. Nagle poczuła, jak rozplata jej złączone palce i przyciąga bliżej. W jakiś cudowny sposób wylądowała przyparta plecami do barierki, a jej nadgarstek nadal tkwił w uścisku zielonookiego. Przez chwilę stał niewiarygodnie blisko, patrząc na nią z góry nieprzeniknionymi oczami. Przełknęła głośno ślinę, starając się zignorować przyjemne ciepło, powstające w dole brzucha.
- No wiesz – powiedział cichym, chrapliwym głosem. Czuła ciepło jego oddechu na swoim policzku i już to wystarczyło, aby mieć problemy z koncentracją – w takim zamieszaniu, jakie robi piątka facetów, nie jest trudno podebrać komuś telefon, prawda?
- Nie rozumiem, po co ci on – pokręciła głową, wciąż rozpraszana przez jego dłonie, spoczywające na barierce po obu stronach jej ciała i lekko ocierające się o odkryte ramiona – Nie pofatygowałeś się nawet, żeby dać znać, czy żyjesz po tym, jak po prostu sobie wyszedłeś z mojego mieszkania.
- Kiedy? – Styles uśmiechnął się niewinnie, ale poważne, prawie rozzłoszczone oczy wskazywały, że ma zupełnie inny nastrój.
- Doskonale wiesz, kiedy – syknęła Darcy, ze skrępowaniem widząc, jak wzrok Harry’ego leniwie przesuwa się po jej ciele – I, do cholery, odsuń się ode mnie – dodała z wysiłkiem. Szczerze mówiąc… nie czuła się niekomfortowo. Mogłaby tak stać jeszcze bardzo długo.
Styles odsunął się posłusznie, a na jego wargach wykwitł ironiczny uśmieszek. Miała ochotę podnieść zwiniętą w pięść dłoń i zetrzeć ten grymas z twarzy chłopaka.
- Przepraszam, May – powiedział, specjalnie podkreślając to specyficzne przezwisko – ale nie musiałem ci się z niczego tłumaczyć. To był twój wybór, mogłaś mnie olać.
- Naprawdę? – zaszydziła, a jej niebieskie oczy ciskały gromy. Nawet nie miała pojęcia, jak pociągająco wygląda. Harry stłumił chęć dotknięcia jej, przeczesując nerwowo palcami włosy – W sumie fakt. Mogłam cię zostawić. Siedzącego pod ścianą klubu, kompletnie niekontaktującego i mamroczącego jakieś bzdury. Masz rację.
Po raz pierwszy zobaczyła na jego twarz jakiś grymas. Twarz Harry’ego skurczyła się w szoku, a zęby nerwowo chwyciły dolną wargę. Wiedział, że mówiła prawdę. Była naprawdę wściekła, a w takim stanie człowiek nie myśli o mistyfikacjach. Pierdolone dragi. Musiały być naprawdę mocne. Za mocne.
Patrzył, jak wymija go i wchodzi do środka z cichym przekleństwem na ustach. A Darcy… odetchnęła głębiej, kiedy znalazła się w ciepłym salonie. Miała nadzieję, że jej twarz wygląda już w miarę spokojnie, ale natrafiając na zaniepokojone spojrzenie Louisa, który właśnie wszedł do pokoju – na szczęście sam – wiedziała, że to tylko pobożne życzenia.
- Darcy? Wszystko okej? – zapytał, szybko strzelając oczami w kierunku drzwi balkonowych.
- Tak, ja… po prostu poszłam przywitać się z Harrym – powiedziała szybko, krzyżując przezornie dwa palce za plecami. – Przepraszam, Lou, ale… muszę pilnie oddzwonić do Leigh, gdzie mogę to zrobić… na spokojnie?
Widziała, że jej nie uwierzył, ale mimo to wskazał ręką w głąb korytarza.
- Drugie drzwi po prawo. Nasz pokój gościnny, raczej nikt tak przez jakiś czas nie zajrzy.
- Dzięki – uśmiechnęła się z wdzięcznością.
Tak naprawdę wcale nie zamierzała do nikogo dzwonić. Stała na środku pomieszczania, próbując opanować drżący oddech, przyspieszone bicie serca i te głupie łzy, wywołane wielkim gniewem. Niepotrzebnie pokazała mu, że przejęła się całą sytuacją. Że rozczarował ją, kiedy wyszedł bez słowa. To wszystko było złe. Nawet idąc do niego, kiedy on nie pofatygował się do kuchni, pokazała swoją słabość. Była głupia. Tak strasznie głupia.
Niemalże podskoczyła, kiedy drzwi za jej plecami szczęknęły dwukrotnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz