sobota, 4 stycznia 2014

3.

I w tym rozdziale poznacie główną bohaterkę. Przed rozpoczęciem rozdziału, proszę, włączcie sobie TO.  Ta piosenka bardzo pasuje do Darcy. I dobrze się przy niej pisało :) 


Była wykończona. Naprawdę, jedyne, o czym marzyła, to rzucić wszystko i paść na łóżko, od razu zapadając z sen. Mogłaby to zrobić, gdyby nie fakt, że je sypialnia póki co znajdowała się w totalnej rozsypce. A jej ulubiony mebel stał wepchnięty byle jak pod oknem, czekając na chwilę uwagi. 
Tymczasem stała na środku dużego pokoju, ubrana w legginsy i szeroką bluzkę, swobodnie opadającą z jednego ramienia, rozglądając się bezradnie dookoła. Wokół panował totalny chaos, w brzuchu jej burczało, a słynny jet lag właśnie teraz dał o sobie znać. Padała ze zmęczenia, ale wiedziała, że nie pójdzie spać, dopóki nie doprowadzi wszystkiego do porządku. Dzięki Bogu za Liama, który obiecał, że pojawi się dokładnie za dziesięć minut. 
Uśmiechnęła się lekko pod nosem. W ciągu czterech lat rozłąki zdążyła się bardzo stęsknić za przyjacielem. Poznali się w 2008 roku, kiedy Payne po raz pierwszy startował w X-Factorze. Tak, jedyna rzecz, którą realnie zawdzięczała swojemu ojcu. Tatusiowi, który nigdy za bardzo się nią nie interesował. Uważał, że pieniądze to wszystko, co może jej zapewnić w ramach wychowania. Tak naprawdę musiała wykłócać się z nim o każdy grosz, gdyż nie akceptował pomysłu na życie swojej córki. Na szczęście, przezornie co miesiąc odkładała stałą sumę na konto w banku i miała jeszcze normalną matkę. 
Kiedy się poznali, obydwoje mieli po czternaście lat i nieco naiwne spojrzenie na życie. Liam był bardzo zdeterminowany, a ona… nie do końca umiała określić, czego właściwie oczekuje. Mimo to polubili się niemal od razu.  Wspierała go na bootcampie oraz w domach jurorskich, a on… któregoś dnia zobaczył, jak tańczy i podsunął jej pomysł. Pomysł, dzięki któremu była dzisiaj w wymarzonym miejscu. 
Potem, dzięki wsparciu finansowemu matki i oszczędnościom, wyjechała do szkoły artystycznej w Nowym Jorku. Kontaktowali się z Liamem regularnie, mimo, że różnica czasu utrudniała to, jak tylko mogła. Nie poddali się. Widziała, jak w 2010 roku osiąga sukces w kolejnej edycji show, a potem, niemalże z dnia na dzień, staje międzynarodową gwiazdą. Nie zawiódł jej – cały czas pamiętał o tym, aby zadzwonić czy chociażby napisać sms-a. Udało im się spotkać niecały rok temu, kiedy pojawili się w USA, aby zagrać kilka koncertów. Mimo wielu nawiązanych znajomości w Nowym Jorku z nikim nie czuła tak silnej więzi, jak właśnie z tym niepozornym nastolatkiem z Wolverhapton.
Och, teraz już nie takim niepozornym.
Zerknęła na siebie w lustrze, zajmującym większość zachodniej ściany salonu. Nie była jedną z tych dziewczyn, które uwielbiały na siebie patrzeć, o nie. Po prostu potrzebowała go do ćwiczeń, jej twarz w takich momentach liczyła się najmniej. Widząc, w jak żałosnym stanie jest, jęknęła cicho. Na pewno nie zdąży się już przebrać. W geście ostatecznej rozpaczy zebrała szybko niesforne kosmyki, które wyślizgnęły się z koczka i ponownie upięła włosy na czubku głowy. 
Dzwonek telefonu wyrwał ją z rozmyślań. Dopadła szafki, niemalże ją przewracając i szybko wcisnęła zieloną słuchawkę. 
- Hej, Darcy! – po drugiej stronie rozległ się głęboki, łagodny głos Liama. – Stoję pod twoim blokiem i błagam, zejdź szybko, zanim pojawią się paparazzi. 
- Jasne! – zawołała, bez zbędnych ceregieli przerywając połączenie.
Nie trudząc się zakładaniem butów, otworzyła drzwi i wybiegła na klatkę schodową, przeskakując po dwa stopnie. Już z półpiętra widziała część wysokiej sylwetki Liama, cierpliwie czekającej pod kamienicą, w której udało jej się wynająć mieszkanie. Ignorując gwałtowny trzepot serca, pokonała resztę schodów i szarpnęła klamkę. Liam wszedł szybko, ściągając kaptur z głowy, kiedy tylko ciężkie, dębowe drzwi zamknęły się za nim. Odwrócił się z uśmiechem, chcąc coś powiedzieć, ale nie pozwoliła mu na to.
Z impetem rzuciła się na chłopaka, oplatając ramionami jego szyję. Siła tego gestu była tak duża, jak na jej szczupłą osobę, że Payne cofnął się kilka kroków, uderzając plecami o ścianę. Roześmiał się, kładąc dłonie na biodrach Darcy i przyciągając mocniej do siebie. Widzieli się niecały rok temu. Dość, aby stęsknić się za każdym szczegółem z nią związanym. Za jej długimi, karmelowymi włosami, których nie cierpiała, a wyglądały świetnie. Za jej niebieskimi oczami, błyszczącymi za każdym razem, gdy mówiła o tańcu. Za jej uśmiechem, dzięki któremu wyglądała jak mała dziewczynka. I za zapachem, bardzo kwiatowym i bardzo, bardzo mu odpowiadającym. 
Mógł zwracać uwagę na takie rzeczy, przecież byli tylko przyjaciółmi, prawda?
- Darcy – odezwał się, rozbawiony, z twarzą zanurzoną w jej włosach – Darcy, udusisz mnie za moment. 
- Nic mnie to nie obchodzi – wymamrotała, z nosem w zagłębieniu jego szyi. Starał się zignorować przyjemne uczucie, rozchodzące się po ciele za każdym razem, gdy odrobinę się poruszyła. – Stęskniłam się.
- Ja też, ale pomyśl – zaczął, przesuwając dłoń na plecy przyjaciółki i głaszcząc delikatnie – jeśli teraz mnie zamordujesz, to kto pomoże ci z tym całym bałganem? Na górze?
Przez chwilę stała nieruchomo, najwyraźniej powoli przyswajając prawdę zawartą w jego słowach. Dopiero potem odsunęła się na długość ramienia, westchnąwszy z rezygnacją. Mimo to Liam nadal stał oparty plecami o ścianę, z rozbawieniem obserwując, jak Darcy poważnie ocenia go wzrokiem.
Fakt, zmienił się. Naprawdę się zmienił. I to w przeciągu roku. Kiedy ostatni raz się spotkali, miał króko ostrzyżone włosy, kompletny brak zarostu i bardzo prosty, chłopięcy styl. Teraz… Niby to nadal był jej Liam… Te ciepłe, orzechowe, serdeczne oczy i piękny uśmiech, rozświetlający całą twarz pozostały takie same, na szczęście. Jednak reszta… Brązowe włosy odrosły, zaczesane teraz fantazyjnie do góry. A gładką do tej pory twarz pokrywał ciemny zarost, idealnie podkreślający linię szczęki i podbródka. Skórzana kurtka i obcisłe dżinsy nadawały mu wygląd typowego bad boy’a. Którym nie był, to aż zbyt oczywiste, kiedy się spojrzy w te oczy. Nawet owieczka nie ma aż tak łagodnego spojrzenia, zwłaszcza w tej chwili. 
- Czy ty mnie… obczajasz? – zapytał, unosząc brwi, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Miał wrażenie, że za moment pękną mu policzki od tłumionej wesołości.
- Dokładnie tak – pokiwała powoli głową, bardzo skupiona. 
- I jak wypadłem? – zadał kolejne pytanie, starając się zachować powagę.
- Bardzo dobrze – odparła powściągliwie, po czym jej twarz rozświetlił uśmiech. – Ale i tak nie na długo, mam straszny burdel w mieszkaniu.
Po tych słowach chwyciła go za rękę i pociągnęła na górę. Zawsze taka była. Szalenie bezpośrednia i tryskająca optymizmem, mimo problemów targających jej rodziną. Mimo tych szalonych trzech lat nigdy nie przestał tak do końca tęsknić. Dwa lata przed jej wyjazdem niemalże się nie rozstawali, a kiedy wyjechała.. Wszystko wydawało się bardziej szare. Później poznał chłopaków, ale jakaś pustka zawsze pozostała. Nie umiał zapełnić jej trasami, wywiadami, czymkolwiek. A półgodzinne rozmowy przez Skype’a, wydarte z codziennego, zapełnionego po brzegi grafiku, były jedynie marną namiastką dawnych kontaktów. 
Teraz jednak wszystko miało się zmienić. Przynajmniej na jakiś czas. Darcy zostawała na stałe w Londynie, a zespół odbywał kilkumiesięczną przerwę, przeznaczoną na odpoczynek i dopracowanie albumu. Świadomość, że jest tak blisko, dodawała mu sił w ostatnim, bardzo trudnym okresie. 
Mieszkanie Darcy faktycznie przedstawiało obraz nędzy i rozpaczy. Wszędzie, właściwie oprócz kuchni i łazienki, gdzie sprzęt montowali fachowcy, meble stłoczone były na środku pokoju jak stado bezpańskich szczeniąt. Liam ocenił to wszystko wprawnym okiem, ściągając skórzaną kurtkę. 
- Dobra, powiedz mi, od czego zaczynamy – odezwał się, bardzo skupiony na zadaniu. Darcy zerknęła na niego, zauważając, że w takim nastroju jego brwi w zabawny sposób zbiegały się na środku czoła, a dolna warga wysuwała do przodu. 
- Myślę, że od salonu – stwierdziła, ignorując radosne uczucie lekkości, spowodowane widokiem przyjaciela – A potem sypialnia.
- Dobra, powinniśmy się z tym szybko uwinąć. – powiedział, przechodząc obok niej i delikatnie ją szturchając. Zachichotała i podążyła za przyjacielem, aby udzielać wszystkich wskazówek. 
Po trzech godzinach wytężonej pracy, przesuwania i odsuwania mebli, tysiącu zmianach zdania Darcy i kilku przekleństwach Liama, wszystko było gotowe. Obydwoje stali na środku sypialni dziewczyny, podziwiając efekt końcowy. Pokój wyglądał naprawdę przytulnie. Duże, sosnowe łóżko, obrzucone poduszkami, stało pod oknem. Na lewo od drzwi Liam przesunął szafę na ubrania, a biurko znalazło swoje miejsce przy wschodniej ścianie. Darcy dodała kilka swoich akcentów, wieszając zdjęcia, plakaty i przypinając kilka zdjęć do tablicy zawieszonej nad sekretarzykiem. Salon także wyglądał porządnie – jasny, przestronny i bardzo przytulny. Darcy wtuliła się w bok przyjaciela, a on objął ją ramieniem w pasie.
- Myślę, że czas coś zjeść. – stwierdziła, szturchając go lekko biodrem. – Chodź do kuchni.
Liam wskoczył na wysoki stołek stojący przy wyscepce na środku pomieszczenia, patrząc, jak Darcy krząta się przy kuchennym blacie. Wkrótce na środku stanął pokaźny talerz z kanapkami i dwa kubki parującej herbaty. Przysiadła na stołku naprzeciwko, podwijając jedną nogę pod siebie. 
- Chciałbym, żebyś poznała resztę chłopaków.  – wypalił nagle Liam. Nosił się z tym pomysłem już od dłuższego czasu, a teraz nadszedł najodpowiedniejszy moment. 
Jakimś cudem Darcy nigdy nie miała okazji poznać jego przyjaciół z zespołu. W 2010 roku wyjechała, tuż przed eliminacjami do kolejnej edycji X-Factora, a potem… potem zawsze coś stawało na przeszkodzie. Była ich cholernie ciekawa. Wydawali się bardzo sympatyczni i zgrani, ale chciała sama wszystkich ocenić. Śledziła karierę Liama, a co za tym idzie – również pozostałej czwórki, ponieważ były one ze sobą nierozerwalnie powiązane. No i… kilka lat nieobecności sprawiły, że naprawdę nie miała zbyt szerokiego grona znajomych w Wielkiej Brytanii. Wiedziała, że w jakimś stopniu się to zmieni, kiedy tylko zacznie naukę, ale… zawsze lubiła mieć kilka grup przyjaciół. 
- Bardzo chętnie – stwierdziła, upiwszy łyk gorącej herbaty – Wypadałoby po trzech latach, no nie?
- Jasne – usta Liama znowu rozciągnęły się w uśmiechu, chyba po raz setny w ciągu tych kilku godzin – Kiedy zanosisz papiery do szkoły?
- Pojutrze. Jutro i w każdy inny dzień do końca tygodnia jestem wolna.
- W takim razie jutro – po chwili jednak zasępił się, wbijając wzrok w blat – Tylko… nie wiem, czy o tym słyszałaś…
- Och… - Darcy zbladła, a w jej oczach pojawiło się współczucia – Tak bardzo mi przykro… Może to jednak nie jest dobry moment?
- Um… Harry zachowuje się naprawdę dziwnie, nie chciałbym, żebyś się przestraszyła… - stwierdził Payne, patrząc na przyjaciółkę z troską – Ale rozmawiałem z resztą i naprawdę pragną cię poznać. 
- Myślę, że dam radę – niebieskooka uśmiechnęła się lekko, sięgając ponad stołem i splatając palce z palcami Liama – Cieszę się, że wróciłam. 
- Ja też, nawet nie wiesz, jak bardzo… - mruknął, wpatrzony w ich połączone dłonie, po czym zaczerwienił się, zdając sobie sprawę, jak dziwnie musiało to zabrzmieć – Dlaczego właściwie wróciłaś? No wiesz, Nowy Jork, tyle możliwości…
Darcy przewróciła oczami, odsuwając dłoń i sięgając nią po kanapkę. 
- Kilka miesięcy temu dostałam list z renomowanego studia tanecznego w Londynie – zaczęła, pogryzając chleb. Payne patrzył na nią i czuł się nierealnie. Wiele razy wyobrażał sobie ten moment. Gdy usiądą w kuchni, rozmawiając i nie martwiąc się o to, że któreś z nich za chwilę będzie musiało dokądś iść -  W tamtej szkole… osiągnęłam już wszystko, co mogłam, zaczęłam się nudzić. Rozmawiałam z kilkoma osobami, bardzo mi to doradzały, więc… decyzja była prosta. Poza tym zdecydowanie odpowiada mi brytyjski akcent. Zwłaszcza z okolic Wolverhampton – zakończyła, mrugając konspiracyjnie.
- A co na to twoi… rodzice? – Liam specjalnie położył nacisk na ostatnie słowo, a Darcy jak zwykle zrozumiała, co chce przekazać tym pytaniem. Dlatego też jej uśmiech natychmiastowo zbladł. 
- Wiesz – spuściła wzrok, bawiąc się niezręcznie palcami – mama jest zadowolona, będziemy mogły częściej się widywać. A ojciec… nie mam zielonego pojęcia. Chyba już dawno mnie skreślił.
- Bo jest idiotą – prychnął Liam, czując napływającą wściekłość – I jeszcze tego pożałuje. Uwierz mi, kiedy poznasz chłopaków twoja rodzina znacznie się powiększy.
Darcy uśmiechnęła się wdzięcznością, a w jej policzkach pokazały się malutkie dołeczki.
- W takim razie nie mogę doczekać się jutra – stwierdziła, ponownie rozpromieniona. 
- Mam nadzieję, że uda się wyciągnąć Harry’ego z domu – westchnął Payne, przeczesując palcami włosy – Muszę poprosić Louisa…
- Daj spokój – uspokoiła go dziewczyna – Jeśli woli zostać sam… Może tak będzie na razie lepiej.
- Zdecydowanie nie będzie – zaprzeczył Liam, czując, jak kęs kanapki, którą właśnie przełykał, rośnie do rozmiarów piłeczki pingpongowej. Dawno tak bardzo nie martwił się o swojego młodszego przyjaciela – Uwierz mi. Tomlinson… sam ci może coś na ten temat powiedzieć.
- W takim razie nie wnikam, sami wiecie, co jest dla niego dobre. – powiedziała ostrożnie, nie chcąc sprawiać wrażenia wścibskiej. Współczuła z całego serca Stylesowi, ale nie znała go, więc dobre rady wolała zostawić dla siebie. – I… Liam? – zagaiła, patrząc na niego nieśmiało.
- Mhm? – wymruczał, zajęty przeżuwaniem przedostatniej kanapki. Czuł, że jeśli zje więcej, to pęknie.
- Zawsze możesz tutaj zostać… No wiesz, mam kanapę w salonie, jak coś. Mamy chyba sporo do nadrobienia, no nie?
Liam uśmiechnął się, kiwając głową. Czuł, że nadchodzące miesiące będą najlepszymi jak do tej pory. Dzięki obecności Darcy wszystko… stawało się prostsze. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz