Darcy siedziała skulona na fotelu, obserwując, jak Styles niechętnie połyka garść leków i witamin, popijając gorącą herbatą z cytryną i syropem malinowym. Próbowała nie przyglądać się z fascynacją jego poruszającej się miarowo krtani i idealnie podkreślonym liniom karku i szczęki, gdy przechylał głowę, zaciskając wargi na brzegu kubka. Wiedziała, że jej rola w sumie już się zakończyła, że powinna była wyjść. Obiecała Leigh, że jeśli jeszcze da radę, to do nich dołączy. Nie wyjawiła oczywiście dokładnej przyczyny zmiany planów, ponieważ przyjaciółka najprawdopodobniej ledwo by w to uwierzyła. Znalazła więc rozsądniejszą wymówkę, która nie do końca mijała się z prawdą.
Ale nie umiała tak po prostu go opuścić i chyba to przerażało ją najbardziej.
Od jakiegoś czasu oglądali durny reality show w telewizji, próbując zabić czas i emocje, które w nich buzowały. Spojrzenie Harry’ego co jakiś czas, stanowczo częściej, niżby tego chciał, wędrowało w kierunku fotela, na którym siedziała Darcy. Ciągle miał wrażenie, że majaczy, że jej obecność jest wytworem jego owładniętego gorączką umysłu. Nie mogła tutaj być, nie po tym wszystkim, co się stało. A jednak… kilka razy uszczypnął się niepozornie w nogę i ona nadal nie znikała. Po prostu musiał w to uwierzyć.
Mimo wszystko czuł szaloną frustrację ze świadomością, że jest tak blisko, a nie może jej dotknąć.
- Zimno mi – wymamrotał idiotycznie.
Oczy szatynki zwróciły się w jego stronę, patrząc z lekkim zdezorientowaniem.
- Um… przykryj się? – powiedziała niepewnie, nie do końca wiedząc, co chce jej przekazać. A raczej wolała się nie domyślać.
- Boże – wywrócił oczami, gwałtownie wychylając się i wyciągając ramię. Nie miał problemu, aby chwycić ją za nadgarstek i delikatnie zmusić do podniesienia się z fotela – Po prostu… chodź tutaj, dobra?
Potykając się lekko o własne nogi, klapnęła niezgrabnie obok chłopaka, asekurowana jego pewnym ramieniem. Nie dając jej czasu na wzięcie chociażby głębszego oddechu, objął ją i przyciągnął mocno do siebie, chowając w twarz w zagłębieniu szyi. Czuła ciepły oddech Harry’ego, owiewający jej obojczyki i odruchowo się spięła. Już raz tak zaczynali i skończyło się… bardzo frustrująco dla obojga. Sytuacji nie poprawiał fakt, iż był cholernie rozgrzany gorączką i faktycznie, mocno drżał.
- Czy mogłabyś się rozluźnić? Proszę? – usłyszała jego sfrustrowany szept, wprawiający jej skórę w lekkie wibracje.
- Myślę, że to nie jest najlepszy pomysł… - zaczęła, ale umilkła szybko, czując drugą dłoń Stylesa, ostrzegawczo zaciskającą się na jej biodrze.
- Nie myśl. Mam dla ciebie taką małą radę. – stwierdził z rozbawieniem, ku uldze dziewczyny zabierając rękę – Po prostu… potrzebuję cię. Nawet sobie nie wyobrażasz…
- Czego, Harry? – zapytała łagodnie, słysząc nagłą zmianę w głosie chłopaka i jego lekkie drżenie. Palce, do tej pory bezwładnie spoczywające na materiale sofy, przeniosła wyżej i wplotła je w loki Stylesa.
Nie miała pojęcia, do czego dążą i wiedziała, że taka sytuacja już się nie powtórzy, że Harry po prostu jest zdekoncentrowana, podłamany i rozproszony gorączką. Ale chciała zatrzymać tę chwilę i wycisnąć do ostatniej kropli. Wobec tego przebiegła po kolejnych warstwach czekoladowych loczków, wywołując w jego gardle urywane westchnienie.
- Zawsze… - brzmiał tak młodo. Jak mały chłopczyk, pozbawiony najważniejszej osoby w życiu. Próbowała zachować spokój, kiedy poczuła na swoim dekolcie kilka słonych kropel, ale było to naprawdę trudne. Gdy w rzeczywistości chciała przytulić go tak mocno, aby wypuścić z niego cały ból – Kurwa, nie powinienem ci o tym mówić, ale… Zawsze, kiedy chorowałem, ona tutaj przyjeżdżała.
- Twoja… mama? – podpowiedziała mu cicho, ale zdała sobie sprawę, że to nie najlepszy pomysł, gdy zamiast odpowiedzi ze ściśniętego gardła chłopaka wydobył się stłumiony jęk. – Przepraszam, Harry, przepraszam…
- Nie, spokojnie – odparł szorstko. Przesunął się, drażniąc loczkami jej policzek, ale nadal nie podnosił głowy, zbyt zawstydzony swoim wybuchem emocji – A teraz… Wiesz, robisz, dokładnie to samo, co ona i ja… ten rosół, herbata, to, że siedzisz tutaj ze mną…
- Nie powinnam była – stwierdziła cicho, ponownie się spinając – Może… może lepiej będzie, jeśli pójdę już, Harry.
Nawet nie wiedział, jak bardzo nie chciała go opuszczać. Miała świadomość, że to jednorazowa sytuacja. Że jak tylko wyzdrowieje, będzie znowu tym samym, zamkniętym w sobie i odgradzającym się murem od wszystkich dupkiem. Nie umiała jednak myśleć aż tak perspektywicznie, nie w tej chwili. Ale jeśli jej obecność przypominała mu o osobie, którą stracił… Nie chciała być przyczyną większego bólu.
Straciła jednak tę pewność, kiedy jego dłoń odnalazła pod kołdrą, którą niepostrzeżenie okrył ich dwoje, jej własną i chwyciła ją desperacko. Pokręcił głową, po raz kolejny drażniąc skórę Darcy swoimi włosami.
- Nie możesz… Nie możesz, proszę. Zostań ze mną – powiedział ochrypłym szeptem, modląc się w duchu, aby przynajmniej w oczach siedzącej obok dziewczyny nie wyglądał na tak zdeterminowanego, jak się czuł. Niepostrzeżenie przysunął się bliżej, tak, że jego spierzchnięte usta dotknęły odkrytej skóry na dekolcie Darcy. Lekki dreszcz obudził gdzieś z tyłu głowy Stylesa czające się pragnienie, ale naprawdę, tym razem nie chciał jej wystraszyć. Potrzebował obecności drugiego człowieka bardziej, niż faktycznego zbliżenia.
Poza tym, czując jej dotyk, jej ciepło, odnajdywał spokój, który zaspokajał w jakimś stopniu frustrację, miotającą nim przez długi tydzień.
- Dobrze – wymamrotała, a ulga zalała jego wnętrze – Tylko… naprawdę niedługo będę musiała się zbierać, nie mam kasy na taksówkę, a stąd do mojego mieszkania jest kawałek drogi…
- Nie mówiłem o tym, że masz zostać na chwilę – powiedział, przesuwając palcem po obojczyku Darcy – Możesz tutaj zostać… do jutra.
- Harry – Mayer lekko się szarpnęła, czując jak jej policzki oblewa nieznośne gorąco – Naprawdę, chyba nie powinniśmy…
- Boże, May, spokojnie – wywrócił oczami, nieświadomie używając nielubianego przez dziewczynę zdrobnienia – Nie zrobię nic, czego nie będziesz chciała… nieważne, czy sam bardzo tego chcę.
- Nie mam nic na przebranie – powiedziała słabym głosem, wiedząc, że jej wola słabnie pod wpływem ostatnich słów chłopaka.
Bez słowa wstał z kanapy, na chwilę znikając w korytarzu. Szeroko otwartymi oczami obserwowała, jak wraca, trzymając w dłoni szare, dresowe spodnie i swoją koszulkę, niewątpliwie na nią za duże. Obie rzeczy rzucił na jej kolana, uśmiechając się pod nosem.
- Proszę – powiedział, siadając obok – Łazienka to pierwsze drzwi po prawej, jeśli chcesz, weź prysznic.
Wymamrotała ciche, speszone podziękowania i pospieszyła do łazienki, odprowadzana wzrokiem chłopaka. Dobrze, że nie widziała, jak bardzo było przepełnione pożądaniem. Tak naprawdę chciał wiele z nią zrobić. Błądzić dłońmi po odkrytej skórze i wywoływać te ciche westchnienia i drobne, gwałtowne dreszcze. Wiedział jednak, że wtedy by nie została, a on… naprawdę jej potrzebował. W taki czysto emocjonalny sposób. Był zdruzgotany, kiedy tylko poczuł zbliżającą się chorobę. Nie kłamał, kiedy opowiadał Darcy o sposobie, w jaki opiekowała się nim jego matka. Jedyne, czego się wstydził, to swoich łez, które na pewno wyczuła. Miał nadzieję, że nie przyjmie tej sytuacji za normalną, bo naprawdę chciał, aby była jednorazowa. Czuł wystarczającą frustrację, związaną z dziwnym uzależnieniem, jakie miał na tle Darcy. Nie chciał zagłębiać się w to jeszcze bardziej, naprawdę nie.
Zdawał sobie jednak sprawę, że tą prośbą wcale sobie nie pomógł, wręcz przeciwnie.
Wróciła do niego po niecałej połowie godziny, pachnąc… no cóż, nim. Sposób, w jaki ich zapachy mieszały się na jej skórze sprawił, że niezwłocznie, wbrew zdrowemu rozsądkowi, ponownie ją do siebie przyciągnął i przyjął poprzednią pozycję.
- Lubię sposób,w jaki wyglądasz w moich ciuchach – wymruczał, tym razem rozmyślnie przesuwając wargami po jej odkrytej szyi. Ciche westchnienie było dokładnie tym, czego potrzebował.
- A ja nie za bardzo – odparowała słabo, gdy stanowczym gestem pokierował jej dłonią tak, aby ponownie zaplątała się w jego lokach. Wymruczał z aprobatą, gdy lekko zacisnęła palce tuż przy skórze - Są stanowczo za luźne.
- Przestań zrzędzić – poprosił marudnym głosem, unosząc głowę i patrząc na nią nieco z dołu. Zauważyła, że niezdrowy blask w zielonych tęczówkach nieco przygasł, co oznaczało, że gorączka spadała
– Wyglądasz lepiej. – fachowym ruchem przyłożyła chłodną dłoń do czoła Harry’ego, a on przymknął oczy, lekko się uśmiechając.
Przez chwilę milczeli, obserwując szklany ekran. Dłoń Harry’ego powoli i na pozór nieświadomie błądziła po talii dziewczyny, a Darcy modliła się, aby nie czuł dreszczy, jakie ogarniały ją przy każdym dotknięciu. Styles także miał o co prosić siłę wyższą, aby w całej swojej łaskawości nie wysyłała jego krwi w dolne partie ciała za każdym razem, gdy Mayer w zdekoncentrowaniu zacisnęła palce na loczkach w sposób, który wywoływał w nim bardzo nieodpowiednie pragnienia.
- Właściwie to gdzie złapałeś to paskudztwo? – zapytała nagle, a mięśnie Harry’ego odruchowo spięły się pod wpływem wspomnień. Niechcianych wspomnień.
- Um… Możliwe, że za późno wróciłem wczoraj do domu. – powiedział oględnie, nie chcąc o tym rozmawiać. Uniósł głowę, zastanawiając się, jak zareaguje na jego prośbę. Darcy ze zdumieniem obserwowała, jak jego oczy ciemnieją, gdy tylko skierował je na poziom jej warg. – Darcy… Pozwól mi.
- Na co? – zapytała cicho, zaciskając ponownie palce na jego lokach. Nawet nie wiedziała, jak słabym punktem są dla chłopaka, zwłaszcza, gdy z jego ust wydobył się cichy jęk, który wprawił ją w lekkie zawstydzenie.
Nie mówiąc nic więcej, delikatnie otarł się wargami o wargi Darcy. Mayer westchnęła cicho, podświadomie napierając bardziej na miękką powierzchnię. Ich pocałunek był znacznie spokojniejszy, niż poprzednio. Usta pracowały leniwie, na zmianę zbliżając się do siebie i odsuwając. Czuli pożądanie, ale wiedzieli, że to najmniej odpowiedni moment. Wargi Harry’ego nagle ześlizgnęły się na szyję Darcy, a ta przymknęła oczy i odchyliła głowę do tyłu, dając mu łatwiejszy dostęp. Na początek złapał fragment delikatnej skóry pomiędzy zęby i zassał ją mocno, wywołując tym cichy okrzyk zaskoczenia. Uspokajającym ruchem położył dłoń na zaciśniętej pięści Darcy, dołączając do tego swój język. Przeciągły, stłumiony jęk był spełnieniem jego satysfakcji. Właśnie to chciał usłyszeć.
- Harry… - wyszeptała urywanym głosem – Harry… Przestań.
Posłusznie odsunął się, dmuchając zimnym powietrzem na zaczerwieniony znak. Mayer przesunęła palcami po szyi, patrząc na niego z szokiem.
- Jak ja to wytłumaczę… komukolwiek? Liamowi?
- Nikt nie zauważy – odparł beztrosko, wstając z kanapy i wyciągając do niej rękę – A nawet gdyby… nikt nie musi wiedzieć, prawda? Możemy to zachować… w sekrecie. A teraz chodźmy spać, naprawdę padam z nóg.
Nie wiedziała, dlaczego się zgodziła i przyjęła jego dłoń. Dlaczego pozwoliła poprowadzić się do sypialni chłopaka i zająć miejsce obok niego. Dlaczego nie zaprotestowała, gdy silne ramię objęło ją w talii i przycisnęło do swojego torsu, wysyłając milion małych dreszczy w dół kręgosłupa. Dlaczego pozwoliła, aby przytknął wargi do jej karku i uspokajająco muskał skórę, dopóki nie opanowała ją senność. Dlaczego zaplątała swoje nogi z nogami chłopaka, będąc tak niewiarygodnie blisko.
Jedno wiedziała na pewno. Nigdy tak bardzo nie czuła, że chce być w jakimś miejscu. I właśnie taką chwilę przeżywała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz