sobota, 12 lipca 2014
18.
Odsunął się, pozostawiając ją z przejmującym uczuciem chłodu, ogarniającym całe jej ciało. Przełknęła głośno ślinę i zaczęła pospiesznie poprawiać ubranie, gnana nieprzeniknionym spojrzeniem chłopaka z kręconymi włosami. Nie była w stanie spojrzeć mu w oczy, dlatego całą swoją uwagę poświęciła zapinaniu guzików płaszcza, chcąc przy okazji ukryć widowiskowe rumieńce na policzkach.
- Nie mogłaś po prostu powiedzieć, że jesteś zajęta? – ostry głos Harry’ego przerwał ciszę, a palce dziewczyny znieruchomiały na materiale szalika.
Musiała na niego spojrzeć, chociaż wiedziała, jaki widok zastanie. Obie dłonie Stylesa, jeszcze niedawno powoli przesuwające się po jej odkrytej skórze, teraz zostały wciśnięte głęboko w kieszenie obcisłych dżinsów. Zielone oczy ciskały gromy, wyraźnie ciemniejąc. Naprawdę próbował zachować spokój, z całej siły. Ale nie potrafił. Zaciskał szczękę, tłumiąc pragnienie, aby stanąć przed Liamem razem z Darcy. Rzuciłby mu tym samym wyzwanie, chociaż… do czego właściwie by to zaprowadziło? Nie miał pojęcia. Wiedział tylko, że na samą myśl o Paynie i dziewczynie stojącej przed nim, spędzających razem wieczór, czuł wielką potrzebę rozwalenia czegokolwiek.
- Miałam skłamać? – Darcy skrzywiła się, wiedząc, że wyczerpała dzisiaj swój limit – Wyczułby to. Poza tym… nie potrafię.
- Oczywiście – usta chłopaka wygięły się w ironicznym uśmieszku. Znowu to robił. Odsuwał się, przybierając pozę wyluzowanego sukinsyna. Nienawidziła tego tak bardzo, że z trudem powstrzymywała się od zdrapania tego grymasu własnymi paznokciami – Bo przecież okłamywanie mnie nie sprawia ci specjalnych trudności.
- Harry… - Darcy potrząsnęła głową, czując znużenie – Liam jest moim przyjacielem, on…
- Och, jasne – przerwał jej, odsuwając się jeszcze dalej. Cała bliskość, którą wytworzyli, w jednej chwili znikła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Starał się zachować obojętny wyraz twarzy, który ukryłby, jak bardzo raniące były jej słowa – Zapomniałem. On ma specjalne prawa, a ja jestem nikim. Nie warto się tym przejmować, Darcy.
- Boże, Harry, nie o to mi chodziło! – zawołała, zaciskając powieki w desperacji. Kiedy je otworzyła, zobaczyła, że Styles odchodzi, kierując się na uliczkę, którą jeszcze niedawno wracała do domu – Harry, do cholery! Zatrzymaj się!
Odwrócił się na chwilę i przez sekundę mogła zobaczyć jego piękną twarz, zanim schował ją za głęboko naciągniętym, czarnym kapturem. Miała ochotę podbiec do niego i zatrzymać, zmusić, żeby został. Chciała powiedzieć wiele, obiecać, że jakoś spławi Liama, ale… wiedziała, że gdyby to zrobiła, nie byłoby już odwrotu. Dokonałaby wyboru, a w tym momencie zupełnie nie czuła się na siłach.
- Po co? Liam na ciebie czeka. Mną naprawdę nie trzeba się przejmować, Darcy.
Nie dał jej nawet możliwości zaprzeczenia. Po prostu odwrócił się i odszedł szybkim krokiem, znikając za zakrętem. Zostawiając ją w stanie kompletnej rozsypki, spragnioną każdego kolejnego dotyku i wściekłą za to, że teraz on był osobą, która ucieka. Poczuła pojedynczą łzę, powoli spływającą po policzku i starła ją jednym ruchem. Nienawidziła swoich słabości.
Nienawidziła faktu, że Harry Styles powoli, ale sukcesywnie stawał się jedną z nich.
Miała nadzieję, że wygląda w miarę normalnie i Liam nie zauważy śladów łez na policzkach. Spędziła pięć minut pod jedną z zapalonych latarni, usiłując doprowadzić swój makijaż do porządku i przy okazji ignorując głupawe gwizdy wyrostków z bloku po drugiej stronie ulicy. Kiedy czuła się już nieco pewniej, weszła na klatkę schodową, biorąc kilka głębszych wdechów.
Liam faktycznie siedział na schodach przed jej drzwiami. Jego twarz rozświetlił szeroki uśmiech, obejmujący ciepłe, brązowe oczy, a Darcy dopiero teraz z pełną świadomością poczuła, jak bardzo za nim tęskniła. Nie było go zaledwie trzy dni, ale wiedziała, że potrzebuje tej serdeczności i dobroci, jaką oferował. Bała się jednak, że dostrzeże jej nie najlepszy humor i niestety, złe przeczucia się sprawdziły. Jedno szybkie spojrzenie na twarz przyjaciółki wystarczyło, aby jego własna zmarkotniała.
Wstał szybko i bez zbędnych słów zamknął ją w ciasnym uścisku. Darcy z wdzięcznością oplotła jego kark ramionami, wplatając dłonie w gęste włosy. Westchnęła ciężko, kiedy tylko wtuliła twarz w ciepłą bluzę przyjaciela i poczuła, jak jej mięśnie się rozluźniają. Usta Liama dotknęły delikatnie jej czoła, a dłonie gładziły po plecach.
Stali tak przez dłuższą chwilę, chłonąc swoją bliskość, której obojgu brakowało. W końcu Darcy odsunęła się od Liama, nieudolnie próbując otworzyć drzwi. Widząc to, Payne delikatnie wyplątał klucz spomiędzy palców szatynki i wyręczył ją, gestem zapraszając do środka.
- Powiesz mi, co się stało? – zapytał ostrożnie, kiedy oboje zdjęli swoje wierzchnie okrycia i przeszli do kuchni.
Darcy cieszyła się, że stoi odwrócona plecami do chłopaka. Nie mógł zobaczyć lekkiego grymasu, który w niekontrolowany sposób przeszedł przez twarz Darcy. Na pół uderzenia serca przed oczami stanął jej przygarbiony Harry, znikający za bramą i w tym momencie miała dziką ochotę na rzucenie kieliszkiem, który właśnie trzymała w dłoni.
- Miałam… bardzo ciężki dzień, to wszystko – wymamrotała cicho, wiedząc, że w każdej chwili głos może odmówić jej posłuszeństwa.
- Darcy – ton Liama obniżył się lekko i niemal widziała, jak jego oczy ciemnieją, a ręce zwijają w pięści – jeśli ktoś sprawił ci jakąś przykrość… skrzywdził cię… obiecuję, że własna matka go nie pozna.
I taki właśnie był Liam Payne, jej najlepszy przyjaciel. Zawsze. Na co dzień wcielenie dobroci, ale kiedy zauważył chociażby cień zmartwienia na twarzy Darcy… W jakiś tajemniczy sposób przeistaczał się w człowieka, który mógłby poważnie zranić samym spojrzeniem. Poza tym… za żadne skarby świata nie powiedziałaby mu, że chodzi o Harry’ego. Nie tylko wywołałaby tym zapewne rozłam w zespole, ale… Boże, nigdy by jej tego nie wybaczył, wyczuwała to wszystkimi swoimi zmysłami.
Dlatego nie pozostało nic innego, jak tylko odwrócić się i uśmiechnąć najszczerzej, jak potrafiła.
- Spokojnie, Liam, nie wyciągaj karabinu – zażartowała, podchodząc do chłopaka i lekko szturchając go w ramię. Zrelaksował się trochę, przyciągając Darcy mocniej do siebie – Każdemu zdarza się ciężki dzień, prawda? A studio tańca to nie są przelewki, czasami wszystko boli.
- Nawet ciebie? – brwi chłopaka uniosły się w górę – Przecież tańczysz chyba w każdej minucie swojego życia, nie znam nikogo bardziej giętkiego od ciebie.
Przy ostatnich słowach uśmiechnął się znacząco, a Mayer zakrztusiła winem, które właśnie piła.
- Boże, Payne, chcesz mnie zabić? – wymamrotała, ocierając załzawione oczy – Wszyscy się dzisiaj zmówiliście i strzelacie takimi tekstami akurat, gdy piję?
- Wszyscy? – usłyszała zdziwiony głos chłopaka, gdy przechodzili do dużego pokoju, aby rozłożyć się na kanapie z butelką wina, dwoma kieliszkami i pokaźnym pudełkiem chińszczyzny.
Darcy usiadła po turecku, obserwując, jak Liam siada w dość podobny sposób naprzeciw niej. Nadal oczekiwał odpowiedzi, ale tym razem mogła powiedzieć prawdę. Co za ulga.
- Wiesz, dzisiaj po treningu rozmawiałam z Leigh o George’u i akurat, gdy piłam wodę, zapytała, czy mi się podoba…
Zamarła, widząc nagłą zmianę w wyrazie twarzy przyjaciela. Jego szczęka mocno się zacisnęła, a oczy przybrały kamienny wyraz. Z szeroko otwartymi oczami patrzyła, jak gwałtownie odstawia styropianowe pudełko na stolik i wstaje, nie racząc się nawet odezwać.
- Liam? – Darcy podążyła za nim, z niepokojem obserwując jego napięte plecy – Liam, do cholery, o co ci chodzi?
Wytrącona z równowagi jego upartym milczeniem, musiała działać. Miała wrażenie, że zamierza opuścić bez słowa jej mieszkanie, a na to nie chciała pozwolić. Nie kolejny raz tego dnia. Dlatego złapała go mocno za ramię i obróciła twarzą do siebie, kipiąc złością.
- Co jest z tobą nie tak? Reagujesz kompletnie irracjonalnie, Liam! – zawołała, wyrzucając ręce w górę w wyrazie frustracji. – Za każdym razem, gdy wspomnę o George’u, tracisz rozum!
Ze zdumieniem patrzyła, jak Payne opiera się o drzwi wejściowe, uderzając w nie głową. Nie rozumiała jego zachowania, ale nie pozwoli mu wyjść, dopóki nie dowie się, co nim kierowało.
- Liam, do cholery! – krzyknęła, tupiąc nogą jak mała dziewczynka. Wbrew sobie poczuła pieczenie pod powiekami, wynik wszystkich tych stresujących sytuacji dzisiejszego dnia – Jeśli teraz wyjdziesz, nie będziesz miał po co wracać – wyszeptała.
Dopiero teraz zobaczyła jakąś zmianę w Liamie. Jego spojrzenie złagodniało, a ramiona lekko opadły. Czekała, drżąc z niecierpliwości.
- Nie mogę znieść obecności tego kolesia w twoim życiu, rozumiesz? – wycedził powoli, jakby każde słowo nieuchronnie zbliżało ich do prawdy. I tak zapewne było – George to, George tamto… Chociaż właściwie nie chodzi nawet konkretnie o niego. Nie zniósłbym… kurwa, nie zniósłbym żadnego innego faceta, nieważne, czy to pieprzony Goerge, czy ktoś inny.
Zdumienie odebrało jej oddech i zdolność rozsądnego myślenia. Patrzyła na Liama, swojego najlepszego przyjaciela i jednocześnie widziała Harry’ego. To Harry był powodem jej mętliku w głowie, to z nim łączyła ją ta nienormalna relacja. Co było najgorsze? Och, kilka rzeczy. Po pierwsze przymus zachowania wszystkiego w tajemnicy. Po drugie… to, że Payne chyba właśnie wyznał jej uczucia. Stanowczo odbiegające od tych przyjacielskich.
- Boże, Liam… - nie wiedziała, co powiedzieć, dlatego zdecydowała się na najgłupszy w tej sytuacji tekst – Nigdy niczego nie czułam do George’a. Poza tym… on… on nie lubi mnie w taki sposób… ani żadnej innej dziewczyny.
Przez chwilę brunet patrzył na nią z wyrazem kompletnego niedowierzania na twarzy. A potem… potem zaczął się śmiać. Odchylił głowę do tyłu, trzęsąc się pod wpływem wesołości i tej cholernej ulgi, która opanowała całe jego ciało. Darcy była w stanie tylko na niego patrzeć. Nogi jakby wrosły jej w ziemię, dlatego mogła tylko obserwować, jak się śmieje.
Jak powoli poważnieje, przenosząc wzrok na oczy dziewczyny. Potem na jej usta.
Jak powoli się zbliża, kładąc jedną dłoń na jej policzku i owiewa twarz ciepłym oddechem.
Jak z wahaniem łączy ich usta w pocałunku, drugą rękę ułożywszy na talii Darcy i przyciąga bliżej do siebie.
Miała wrażenie, że obserwuje całą sytuację z boku, jako osoba zupełnie postronna. Dlatego wydawało jej się, że to inna dziewczyna z wahaniem oddaje pocałunek, przez co Liam się uśmiecha. Nie czuła tego samego, co z Harrym. Tego palącego pożądania, potrzeby bliskości, głodu, który odbierał zdolność racjonalnego myślenia. Nawet teraz, całując się z najlepszym przyjacielem, nie zaspokoiła żadnego ze swoich pragnień. Czuła się… po prostu dobrze. Bezpiecznie.
Całkowicie przeciwieństwo emocji, które przeżywała, będąc ze Stylesem.
Odsunął się od niej, oddychając nieco szybciej, ale w jego oczach doskonale widoczne było wahanie. Wiedział, że tym gestem postawi ich relację pod znakiem zapytania, ale… nie umiał już dłużej tego ciągnąć.
- Liam, ja… - Darcy westchnęła spazmatycznie, zaciskając palce na skraju koszulki – potrzebuję czasu. Naprawdę… trochę mnie zaskoczyłeś. Nawet bardzo – wiedziała, że się plącze, rozbawienie w oczach Payne’a, towarzyszące obawie, nie pozostawiało co do tego żadnych wątpliwości. – Daj mi czas, żeby wszystko przemyśleć, dobrze? – popatrzyła na niego błagalnie, modląc się, aby zrozumiał.
- Nie wymagam od ciebie natychmiastowej deklaracji, Darcy – powiedział miękko, a ona miała ochotę pocałować go chociażby z wdzięczności – Po prostu musiałem to zrobić. Zaczekam. Najważniejsze, że mnie nie odrzuciłaś, to daje… jakąkolwiek nadzieję. A tego właśnie potrzebowałem.
- Mógłbyś… zostawić mnie samą? Proszę? – obydwoje wiedzieli, że po tym, co się stało, nie spędzą wieczoru tak samo, jak zazwyczaj.
Dlatego Liam pokiwał głową, jeszcze raz krótko całując ją w usta na pożegnanie. Jak tylko usłyszała odległy trzask drzwi frontowych, wrzasnęła głośno, uwalniając tym samym całą swoją frustrację.
To jednak nie wystarczało. Wiedziała, że jeśli komuś się nie wygada, wybuchnie i zrobi coś naprawdę głupiego. Potrzebowała jednej osoby, która jej nie oceni, najprawdopodobniej zna już część historii i zachowa wszystko dla siebie.
Dlatego wybrała ten numer.
- Darcy? Wszystko w porządku? – spokojny głos Eleanor Calder po drugiej stronie sprawił, że Darcy puściły wszystkie hamulce. Osunęła się na podłogę w korytarzu, opierając plecami o zimną ścianę i drżąc.
- Nic nie jest w porządku, Els – wyszeptała, pozwalając łzom swobodnie popłynąć – Możesz do mnie przyjechać? Proszę? Potrzebuję rozmowy, jak nigdy w życiu.
Wystarczyła tylko chwila, aby usłyszała odpowiedź.
- Szykuj dobre wino, za dziesięć minut u ciebie jestem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz